Pająkowata maszyna wbiegła do
pomieszczenia, stukając metaliczne o podłogę stalowymi odnóżami, Barbara była
tuż za nią. W Sali,
nad kapsułą, zwisały serwismaszyny o długich, giętkich mackach.
Co pewien czas wstrząsały nimi elektryczne konwulsje, wykonywały wówczas ruchy niepodyktowane
żadną logiką.
–
Szybciej, szybciej! – wykrzyknął robot, podbiegajac do kapsuły.
Barbara
omiotła wzrokiem urządzenie, jego displaye świeciły ostrzegawczym pomarańczowym
kolorem.
–
Co się stało? –
zapytała kobieta, lawirując pomiędzy mackami.
–
Błąd systemu
podczas procesu wybudzania – rozległ się głos Soli. – Niezbędny jest
restart.
Barbara przyjrzała się dokładniej
kapsule, ciało zanurzone niegdyś w przeźroczystym płynie teraz było ledwo widoczne, przesłaniała je
brunatnozielona maź niczym wody płodowe przenoszonego dziecka.
–
Co mam zrobić? – spytała, czując
narastające napięcie.
–
Musisz wydobyć go ręcznie, system wyłączy się za pięć jednostek.
„Pięć jednostek?” –
Barbara przeliczyła pozostały jej czas; było go niewiele. Gdy system się wyłączy, zapanują
egipskie ciemności, nie będzie działało nic, być może nawet sztuczne ciążenie zostanie wyłączone, a wtedy
nie zdoła nic zrobić.
–
Z drugiej strony jest awaryjny, ręczny system otwierania kapsuły –
oznajmiła Sola.
Kobieta na czworakach przepełzła pod siekącymi
powietrze maskami serwismaszyny. Czekał tam już na nią pająkowaty robot i
wskazywał obłą wypustkę umieszczoną na postumencie
kapsuły. Barbara, nie zastanawiając się, wcisnęła ją, rozległ się nieprzyjemny
ssący dźwięk i brunatny
płyn opadł, ukazując zawartość pojemnika.
–
Teraz to – poleciła maszyna.
Kobieta
chwyciła kolejną wypustkę i pociągnęła. Wieko kapsuły rozszczelniło się i opadło, a z
jej wnętrza wydobył
się nieprzyjemny
zapach.
–
Boże, jak śmierdzi. –
Barbara zakryła dłonią usta i nos. – To niemożliwe żeby system przestał działać niedawno. –
Jej głos brzmiał dziwnie.
–
Wyciągnij rurkę intubacyjną –
rozkazała Sola.
Kobieta
z obrzydzeniem chwyciła za pokrytą mazią rurkę i lekko pociągnęła, a widząc, jak wyłania
się z ust obcego,
pociągnęła mocniej. W
tym momencie jedno z ramion serwismaszyny uderzyło ją w twarz,
rozcinając skórę na policzku, i przewracając ją na podłogę.
–
Cholerny złom! – krzyknęła kobieta, tamując płynącą krew.
–
Nie czas na to – popędzała ja Sola.
Barbara
podniosła się i tym razem,
uważając na macki,
spróbowała wyciągnąć ciało Wato poza kapsułę i zasięg ramion serwismaszyny. Jedną rękę wsunęła pod kark Obcego,
a drugą chwyciła go za ramię. Pociągnęła, lecz śliskie ciało wysunęło się z uchwytu.
–
Co ty robisz? – zganiła ją Sola. – Tak w życiu go nie wyjmiesz.
Barbara
uchyliła się przed macką i spróbowała
jeszcze raz, ciągnąc z całej siły.
–
Jezu, ile on warzy?
–
Sto trzydzieści trzy
kilogramy, przeliczając na waszą miarę – odpowiedziała Inteligencja.
Barbara
miała ochotę walnąć ją i
żałowała, że nie może tego zrobić.
–
Jak, do diabła, twoim zdaniem mam go wyjąć? Nie jestem mrówką. Nawet swojej wagi
nie uniosę! – odparła, przechodząc na tył kapsuły. Wsunęła ręce pod pachy nieprzytomnego, zaplotła palce na jego piersi,
wsparła się o postument i
pociągnęła ciężkie ciało na
siebie. Gdy większa część korpusu Wato była poza kapsułą, wyśliznął się z jej rąk i upadł na
podłogę.
–
Cholera, mam nadzieję, że go nie zabiłam – stęknęła kobieta, klękając obok ciała.
–
To nie jest takie proste – odpowiedziała Sola, jakby chwaląc się dokonanymi
modyfikacjami.
Barbara
ułożyła Obcego na plecach i przełożyła ucho do jego piersi. Niczego nie usłyszała.
–
Na co czekasz. Reanimuj go – polecił centralny komputer.
–
Ale jak?
Restart
systemu z dwie jednostki.
–
Jasna cholera – krzyknęła kobieta, kładąc obie dłonie na piersi Wato. Nacisnęła, ale efekt
był wręcz marny. Musiała użyć wagi swojego ciała, by masaż serca przyniósł jakiekolwiek
działanie. Chociaż ona i tak nie była pewna, czy postępuje właściwie. Wdmuchnęła
powietrze do płuc Obcego, krzywiąc się przy tym z obrzydzenia.
–
Wiszisz... mi... browara... – mówiła, z wysiłkiem naciskając klatkę piersiową Wato. – I pakę najdroższego,
importowanego z Ziemi sera, bo smaku tej mazi chyba z ust nie wypłuczę do końca życia.
Jeszcze
kilkakrotnie naprzemiennie powtórzyła masaż serca i sztuczne oddychanie, gdy
usłyszała komunikat:
Restart
systemu za dziesięć... Dziesięć... Osiem...
Wato zakasłał, otworzył oczy i
przewrócił się na bok, przewracając
Barbarę. Z trudem łapał
powietrze. Kobieta zamarła, przyglądając się mu i wsłuchując się w odliczanie.
Pięć... Cztery...
Trzy...
Spojrzał na nią, w jego oczach
nie dostrzegła zaskoczenia ani strachu, lecz zrozumienie.
Dwa...
Jeden...
Wyciągnął do niej dłoń, chwyciła ją prędko. Systemy
wyłączyły się, zapadła ciemność, grawitacja ustała i Barbara poczuła, że zaczyna
odrywać się od podłogi, a
jedynym stałym punktem był uścisk dłoni Obcego. Tym właśnie mogło być piekło, stanem
samotności w ciemnościach, bez
punktu odniesienia, bez nadziei.
Poczuła, że druga dłoń Obcego
zaciska się na jej
przegubie, że ciągnie ją lekko
w swoją stronę, a potem
obejmuje. Może i jego
przerażał ten stan?
Może w ten sposób
chciał sobie dodać otuchy? Taką miała nadzieję.
Zamknęła oczy, w końcu było bez różnicy, czy ma
je otwarte, czy zamknięte. Teraz, będąc tak blisko, słyszała rytmiczne bicie jego serca i czuła
dreszcze, które co jakiś czas wstrząsały jego ciałem. Jeśli system się nie włączy, oboje umrą, ale nie
chciała się przekonać, które z nich
wytrwa dłużej.
Wreszcie, gdzieś w oddali,
rozległ się dźwięk rozruchu
silników. Komputer inicjował testy systemu. Obcy odsunął od siebie
Barbarę, lecz wciąż zaciskał
dłonie na jej przedramionach. Włączyło się awaryjne oświetlenie i
kobieta zauważyła, że unoszą się prawe pod
samym sufitem. Wato pociągnął ją i przekręcił się zwinnie tak, że kobieta
znalazła się nad nim,
zaraz potem sztuczne ciążenie zostało przywrócone i oboje runęli w dół.
Ciało Obcego zamortyzowało upadek i Barbara bez żadnego uszczerbku na ciele,
sturlała się na podłogę
obok Wato, który – gdy tylko uwolniła go ze swego ciężaru – skulił
się do pozycji
embrionalnej. Kobieta, pamiętając własne przebudzenie, podeszła do skrytki ukrytej w ścianie. Po
drodze minęła pająkowatego
robota, który leżał na podłodze, mrugając roztrzaskanym displeyem. Szuflada
otworzyła się i Barbara
wydobyła z niej coś, co można było określić mianem ręcznika lub koca. Okryła nim nagie ciało Obcego i spróbowała
zmusić go, by
wstał. Warknął na nią niezadowolony,
ale podniósł się i, chwiejąc się na nogach, ruszył do wyjścia. Barbara
poszła za nim gotowa w każdej chwili udzielić mu pomocy, gdyby zaszła taka potrzeba.
Wato przeszedł na drugą stronę korytarza wprost do pomieszczenia, którego drzwi nigdy się przed nią nie
otworzyły. Znaleźli się w jego azylu. Kobieta z pewnym zadowoleniem zauważyła, że Obcy sypiał
podobnie jak ona w pozycji horyzontalnej. Zaskoczył ją też fakt mnogości nagrodzonych
drobiazgów teraz porozrzucanych po całej podłodze. Wato przeszedł przez kajutę, wprawnie
wymijając przeszkody, i zniknął w pomieszczeniu sanitarnym. Barbara podejrzewała, że zostało ono
dostosowane do jego potrzeb tak jak to, z którego sama korzystała. Rozległ się szum płynącej wody.
Pewnie i jemu przeszkadzał smród zepsutego płynu z kabiny hibernacyjnej.
Kobieta usiadła na skraju posłania leżącego w nieładzie na podłodze. Nigdzie
nie dostrzegła łóżka. Nie było też innych mebli służących do
siedzenia, zastępowały je poduszki. Dziwne, że tak wysokie istoty
preferowały siedzenie na podłodze. Barbara podniosła leżące u swych
stóp drewniane figurki, dwie większe i jedną mniejszą, ich twarze przypominały oblicze Wato. Obcy opuścił łaźnię, a
dostrzegłszy, co kobieta trzyma w dłoniach, bez słowa odebrał jej figurki.
–
Mogłeś się chociaż ubrać – szepnęła, odwracając wzrok.
Obcy postawił zabrane przedmioty na
niewielkim trzynożnym stoliku, który wcześniej postawił obok posłania, po czym
usiadł i, przechyliwszy głowę w stronę prawego ramienia, począł się jej przyglądać.
Barbara czuła się niezręcznie pod tym świdrującym
spojrzeniem dziwnie błyszczących, zielonych oczu. Gdy Wato odwrócił głowę i omiótł
wzrokiem podłogę, kobieta mogłaby przysiąc, że na ułamek sekundy zmieniły kolor.
Gdy znowu na nią spojrzał, nieświadomie przysunęła się bliżej, by lepiej im się przyjrzeć.
–
Twoje oczy… są sztuczne,
prawda? – szepnęła, unosząc dłoń, jakby chciała ich dotknąć.
Wato przymknął powieki.
Palce Barbary musnęły delikatnie skórę, trwało to zaledwie chwilę, ale zdołał
poczuć, że były chodne.
Gdy otworzył znowu oczy, dostrzegł znikającą za drzwiami postać kobiety.