piątek, 3 marca 2017

IX

Pająkowata maszyna wbiegła do pomieszczenia, stukając metaliczne o podłogę stalowymi odnóżami, Barbara była tuż za nią. W Sali, nad kapsułą, zwisały serwismaszyny o długich, giętkich mackach. Co pewien czas wstrząsały nimi elektryczne konwulsje, wykonywały wówczas ruchy niepodyktowane żadną logiką.
– Szybciej, szybciej! – wykrzyknął robot, podbiegajac do kapsuły.
Barbara omiotła wzrokiem urządzenie, jego displaye świeciły ostrzegawczym pomarańczowym kolorem.
– Co się stało? – zapytała kobieta, lawirując pomiędzy mackami.
– Błąd systemu podczas procesu wybudzania – rozległ się głos Soli. – Niezbędny jest restart.
Barbara przyjrzała się dokładniej kapsule, ciało zanurzone niegdyś w przeźroczystym płynie teraz było ledwo widoczne, przesłaniała je brunatnozielona maź niczym wody płodowe przenoszonego dziecka.
– Co mam zrobić? – spytała, czując narastające napięcie.
– Musisz wydobyć go ręcznie, system wyłączy się za pięć jednostek.

„Pięć jednostek?” – Barbara przeliczyła pozostały jej czas; było go niewiele. Gdy system się wyłączy, zapanują egipskie ciemności, nie będzie działało nic, być może nawet sztuczne ciążenie zostanie wyłączone, a wtedy nie zdoła nic zrobić.

– Z drugiej strony jest awaryjny, ręczny system otwierania kapsuły – oznajmiła Sola.
Kobieta na czworakach przepełzła pod siekącymi powietrze maskami serwismaszyny. Czekał tam już na nią pająkowaty robot i wskazywał obłą wypustkę umieszczoną na postumencie kapsuły. Barbara, nie zastanawiając się, wcisnęła ją, rozległ się nieprzyjemny ssący dźwięk i brunatny płyn opadł, ukazując zawartość pojemnika.
– Teraz to – poleciła maszyna.
Kobieta chwyciła kolejną wypustkę i pociągnęła. Wieko kapsuły rozszczelniło się i opadło, a z jej wnętrza wydobył się nieprzyjemny zapach.
– Boże, jak śmierdzi. – Barbara zakryła dłonią usta i nos. – To niemożliwe żeby system przestał działać niedawno. – Jej głos brzmiał dziwnie.
– Wyciągnij rurkę intubacyjną – rozkazała Sola.
Kobieta z obrzydzeniem chwyciła za pokrytą mazią rurkę i lekko pociągnęła, a widząc, jak wyłania się z ust obcego, pociągnęła mocniej. W tym momencie jedno z ramion serwismaszyny uderzyło ją w twarz, rozcinając skórę na policzku, i przewracając ją na podłogę.
– Cholerny złom! – krzyknęła kobieta, tamując płynącą krew.
– Nie czas na to – popędzała ja Sola.
Barbara podniosła się i tym razem, uważając na macki, spróbowała wyciągnąć ciało Wato poza kapsułę i zasięg ramion serwismaszyny. Jedną rękę wsunęła pod kark Obcego, a drugą chwyciła go za ramię. Pociągnęła, lecz śliskie ciało wysunęło się z uchwytu.
– Co ty robisz? – zganiła ją Sola. – Tak w życiu go nie wyjmiesz.
Barbara uchyliła się przed macką i spróbowała jeszcze raz, ciągnąc z całej siły.
– Jezu, ile on warzy?
– Sto trzydzieści trzy kilogramy, przeliczając na waszą miarę – odpowiedziała Inteligencja.
Barbara miała ochotę walnąć ją i żałowała, że nie może tego zrobić.
– Jak, do diabła, twoim zdaniem mam go wyjąć? Nie jestem mrówką. Nawet swojej wagi nie uniosę! – odparła, przechodząc na tył kapsuły. Wsunęła ręce pod pachy nieprzytomnego, zaplotła palce na jego piersi, wsparła się o postument i pociągnęła ciężkie ciało na siebie. Gdy większa część korpusu Wato była poza kapsułą, wyśliznął się z jej rąk i upadł na podłogę.
– Cholera, mam nadzieję, że go nie zabiłam – stęknęła kobieta, klękając obok ciała.
– To nie jest takie proste – odpowiedziała Sola, jakby chwaląc się dokonanymi modyfikacjami.
Barbara ułożyła Obcego na plecach i przełożyła ucho do jego piersi. Niczego nie usłyszała.
– Na co czekasz. Reanimuj go – polecił centralny komputer.
– Ale jak?

Restart systemu z dwie jednostki.

– Jasna cholera – krzyknęła kobieta, kładąc obie dłonie na piersi Wato. Nacisnęła, ale efekt był wręcz marny. Musiała użyć wagi swojego ciała, by masaż serca przyniósł jakiekolwiek działanie. Chociaż ona i tak nie była pewna, czy postępuje właściwie. Wdmuchnęła powietrze do płuc Obcego, krzywiąc się przy tym z obrzydzenia.
– Wiszisz... mi... browara... – mówiła, z wysiłkiem naciskając klatkę piersiową Wato. – I pakę najdroższego, importowanego z Ziemi sera, bo smaku tej mazi chyba z ust nie wypłuczę do końca życia.
Jeszcze kilkakrotnie naprzemiennie powtórzyła masaż serca i sztuczne oddychanie, gdy usłyszała komunikat:

Restart systemu za dziesięć... Dziesięć... Osiem...

Wato zakasłał, otworzył oczy i przewrócił się na bok, przewracając Barbarę. Z trudem łapał powietrze. Kobieta zamarła, przyglądając się mu i wsłuchując się w odliczanie.

Pięć... Cztery... Trzy...

Spojrzał na nią, w jego oczach nie dostrzegła zaskoczenia ani strachu, lecz zrozumienie.

Dwa... Jeden...

Wyciągnął do niej dłoń, chwyciła ją prędko. Systemy wyłączyły się, zapadła ciemność, grawitacja ustała i Barbara poczuła, że zaczyna odrywać się od podłogi, a jedynym stałym punktem był uścisk dłoni Obcego. Tym właśnie mogło być piekło, stanem samotności w ciemnościach, bez punktu odniesienia, bez nadziei.
Poczuła, że druga dłoń Obcego zaciska się na jej przegubie, że ciągnie ją lekko w swoją stronę, a potem obejmuje. Może i jego przerażał ten stan? Może w ten sposób chciał sobie dodać otuchy? Taką miała nadzieję.
Zamknęła oczy, w końcu było bez różnicy, czy ma je otwarte, czy zamknięte. Teraz, będąc tak blisko, słyszała rytmiczne bicie jego serca i czuła dreszcze, które co jakiś czas wstrząsały jego ciałem. Jeśli system się nie włączy, oboje umrą, ale nie chciała się przekonać, które z nich wytrwa dłużej.
Wreszcie, gdzieś w oddali, rozległ się dźwięk rozruchu silników. Komputer inicjował testy systemu. Obcy odsunął od siebie Barbarę, lecz wciąż zaciskał dłonie na jej przedramionach. Włączyło się awaryjne oświetlenie i kobieta zauważyła, że unoszą się prawe pod samym sufitem. Wato pociągnął ją i przekręcił się zwinnie tak, że kobieta znalazła się nad nim, zaraz potem sztuczne ciążenie zostało przywrócone i oboje runęli w dół. Ciało Obcego zamortyzowało upadek i Barbara bez żadnego uszczerbku na ciele, sturlała się na podłogę obok Wato, który – gdy tylko uwolniła go ze swego ciężaru – skulił się do pozycji embrionalnej. Kobieta, pamiętając własne przebudzenie, podeszła do skrytki ukrytej w ścianie. Po drodze minęła pająkowatego robota, który leżał na podłodze, mrugając roztrzaskanym displeyem. Szuflada otworzyła się i Barbara wydobyła z niej coś, co można było określić mianem ręcznika lub koca. Okryła nim nagie ciało Obcego i spróbowała zmusić go, by wstał.  Warknął na nią niezadowolony, ale podniósł się i, chwiejąc się na nogach, ruszył do wyjścia. Barbara poszła za nim gotowa w każdej chwili udzielić mu pomocy, gdyby zaszła taka potrzeba. Wato przeszedł na drugą stronę korytarza wprost do pomieszczenia, którego drzwi nigdy się przed nią nie otworzyły. Znaleźli się w jego azylu. Kobieta z pewnym zadowoleniem zauważyła, że Obcy sypiał podobnie jak ona w pozycji horyzontalnej. Zaskoczył ją też fakt mnogości nagrodzonych drobiazgów teraz porozrzucanych po całej podłodze. Wato przeszedł przez kajutę, wprawnie wymijając przeszkody, i zniknął w pomieszczeniu sanitarnym. Barbara podejrzewała, że zostało ono dostosowane do jego potrzeb tak jak to, z którego sama korzystała. Rozległ się szum płynącej wody. Pewnie i jemu przeszkadzał smród zepsutego płynu z kabiny hibernacyjnej. Kobieta usiadła na skraju posłania leżącego w nieładzie na podłodze. Nigdzie nie dostrzegła łóżka. Nie było też innych mebli służących do siedzenia, zastępowały je poduszki. Dziwne, że tak wysokie istoty preferowały siedzenie na podłodze. Barbara podniosła leżące u swych stóp drewniane figurki, dwie większe i jedną mniejszą, ich twarze przypominały oblicze Wato. Obcy opuścił łaźnię, a dostrzegłszy, co kobieta trzyma w dłoniach, bez słowa odebrał jej figurki.
– Mogłeś się chociaż ubrać – szepnęła, odwracając wzrok.
Obcy postawił zabrane przedmioty na niewielkim trzynożnym stoliku, który wcześniej postawił obok posłania, po czym usiadł i, przechyliwszy głowę w stronę prawego ramienia, począł się jej przyglądać.
Barbara czuła się niezręcznie pod tym świdrującym spojrzeniem dziwnie błyszczących, zielonych oczu. Gdy Wato odwrócił głowę i omiótł wzrokiem podłogę, kobieta mogłaby przysiąc, że na ułamek sekundy zmieniły kolor. Gdy znowu na nią spojrzał, nieświadomie przysunęła się bliżej, by lepiej im się przyjrzeć.
– Twoje oczy… są sztuczne, prawda? – szepnęła, unosząc dłoń, jakby chciała ich dotknąć.
Wato przymknął powieki. Palce Barbary musnęły delikatnie skórę, trwało to zaledwie chwilę, ale zdołał poczuć, że były chodne. Gdy otworzył znowu oczy, dostrzegł znikającą za drzwiami postać kobiety.


1 komentarz:

  1. Uff.Myślałam że już nie napiszesz:)i jak zwykle proszę o jeszcze:)

    OdpowiedzUsuń