środa, 22 listopada 2017

XI

Przepraszam, że tyle to trwało, ale mam ograniczony dostęp do komputera, a ograniczają mi go moje pociechy. Życzę przyjemnej lektury. Pozdrawiam.


*



Wato, opuściwszy windę, podążył prosto na mostek, jakby zapomniał, że na czarnym okręcie nie jest sam. Co prawda słyszał za sobą szybkie kroki kobiety, ale w tej chwili jego umysł zaprzątała myśl o tym, że musi sprawdzić systemy statku – nie był pewien, czy wciąż działają. Sola nigdy nie informowała go, na jak długo poddawała jego ciało hibernacji.
Wato miał nadzieję, że akumulatory niezbędne do rozruchu systemów wciąż posiadają tyle energii, by zainicjować anihilację w redaktorze.
Jego dłonie spoczęły na gładkim i zimnym panelu sterującym. Gdy tylko system czuły na przepływające pomiędzy palcami pilota a blatem panelu wyładowania elektrostatyczne odnotował kontakt, pulpit podświetlił się delikatnym, bladym światłem. Pomimo upływu czasu systemy były sprawne. Wato zarządził testy, minie chwila nim system je przeprowadzi, zbierze dane i sporządzi raport.
Odwróciwszy się w fotelu, spojrzał na Barbarę. Kobieta przyglądała mu się w milczeniu. Gdy do niej podszedł, wyciągnęła rękę, jakby chciała stworzyć między nimi niewidzialna barierę. Drugą dłonią dociskała do twarzy maskę tlenową. Obcy nie cofnął się, niezrażony tym gestem podszedł bliżej, jego palce dotknęły syntetycznej powłoki maski i skóry na policzku Barbary. Robiąc to, spoglądał jej w oczy, jakby chciał w ten sposób wyrazić oczywistą prawdę, że nie zamierza jej skrzywdzić. Pozwoliła mu zdjąć ustnik, jednak przez chwilę wstrzymała oddech. Wato pokręcił głową, po raz kolejny okazując swoją dezaprobatę dla jej braku zaufania, po czym wrócił na miejsce pilota.

Komputer wskazywał jednoprocentowy postęp.  To potrwa dłużej niż przypuszczał.

Barbara przysunęła się bliżej, kokpit czarnego okrętu nie był przerażająco obcy, jak można by się było tego spodziewać. Przypominał nawet w pewnym stopniu wytwór ludzkich rąk. Kobieta wodziła wzrokiem po podświetlonym panelu, próbując rozszyfrować, do czego służą poszczególne sekcje, ale piktogramy, które zastosowali budowniczowie statku, były zupełnie abstrakcyjne. Poczuła nagle, że jest obserwowana, Wato odchyliwszy się w fotelu, spoglądał na nią, ale jego spojrzenie było jakieś puste, nieskoncentrowane na jej osobie – jak gdyby Obcy obserwował coś, co było poza Barbarą.
– Boisz się mnie? – zapytał, a moduł translacyjny wbudowany w kombinezon  przetłumaczył jego słowa na zrozumiały dla Barbary język. Kobieta nie odpowiedziała od razu, szczerze mówić, spodziewała się, że Obcy zna angielski, język, którym posługiwali się wszyscy koloniści. Syntetyczny głos nie brzmiał naturalnie, a mowa, której używał Wato, brzmiała tak obco i odmiennie, że aż odpychająco.
– Nie – odrzekła, spuszczając wzrok z twarzy Obcego na jego szeroką pierś, ten widok był znacznie przyjemniejszy i taki… ludzki. Przypomniała sobie chwile spędzone obok kapsuły, w której znajdowało się jego nagie, uśpione ciało. – Tak – odparła szybko, starając się ukryć i stłumić ogarniające ją podniecenie. Wato wstał, Barbara natychmiast wycofała się na środek pomieszczenia. – Bo jestem inny? – przysunął się bliżej, minął kobietę, ocierając ramieniem o jej ramię i stanął tuż za nią. Przez umysł Barbary przemknęła myśl, że ich ciała oddziela tylko cienka materia kombinezonów. Zamknęła oczy. – Czy Sola nas widzi i słyszy? – spytała, starając się przypomnieć sobie to, o co chciała go zapytać. – Nie – szepnął.
– Wrócę do kolonii? – Głos Barbary załamał się, wszelkie tłumione emocje zaczynały brać górę nad rozsądkiem. To się musiało skończyć, najlepiej tu i teraz.
– Nie.
Nawet nie udawał, że jej współczuje, że to pytanie go zaskoczyło, że odpowiedź może być inna niż…– Nie? Dlaczego „nie”?

Kobieta poczuła, jak po tych słowach uchodzi z niej cała energia, łudziła się, że jej pobyt tutaj jest tylko chwilowy. Że Sola kłamie, a Wato jest taki jak ona. Odwróciła się i przytuliła do niego, obejmując Obcego w pasie. Pozwolił jej na to i nawet sam lekko się pochylił. Wszystko stało się nieważne. Przyszłości nie miała, przeszłość była blaknącym wspomnieniem, a teraźniejszość okazała się pragnieniem, które mogła zaspokoić. Kto powie, że zrobiła źle? Kto ją osądzi? Nikt. Tylko ona sama może być sobie sędzią i katem.
Przysunęła dłoń wzdłuż linii kręgosłupa Wato, wiedziała już, że ten gest sprawi, iż inteligentna tkanina rozstąpi się jak zamek błyskawiczny. Wysunęła pod nią palce, wybijając krótkie paznokcie w ciepłą skórę Obcego. Wato syknął, prostując się, i nim kołnierz jego skafandra znalazł się po za zasięgiem Barbary, kobieta chwyciła rozpięte brzegi i pociągnęła mocno, jakby obdzierała Obcego ze skóry. Dokładnie takiego widoku się spodziewała, nic się nie zmieniło, może poza wyrazem twarzy Wato, która po tak długim czasie nie wydawała się już Barbarze straszna, ale na swój sposób ładna. Podeszła bliżej, chcąc znowu się przytulić, ale on odsunął się. Spojrzała na niego z wyrzutem i spostrzegła, że Obcy oddycha znacznie szybciej niż normalnie, nie była, więc mu obojętna.
  – Chciałam się tyko przytulić – wyjaśniła, przyglądając się, jak Wato obwiązuje zwisające do tej pory rękawy skafandra wokół pasa, jakby się bał, że ubranie zsunie mu się z bioder.
– Rozumiem – odpowiedział, usiłując wyrównać oddech i uspokoić myśli. Do tej pory nie miał problemu z samokontrolą, nie potrzebnie dał się ponieść chwili.
Barbara odetchnęła głęboko.
– Sola powiedziała, że jestem tu dlatego, że ty tego chciałeś. Czy to prawda? – zapytała, odszedłszy na bok.
– Tak.
– Dlaczego?
– Umierałaś.
Odwróciła się, patrzył na nią, więc chyba nie kłamał.
– Nie pamiętam – powiedziała, stając przed nim i patrząc na niego z góry. Znowu siedział w fotelu pilota. – Gdzie się spotkaliśmy?
– Na planecie, na której mieliście kolonię.
– Dlaczego umierałam?
– Postrzeliłaś się w głowę.
– Postrzeliłam się? - powtórzyła Barbara, nie dowierzając słowom, które Obcy wypowiedział tak, jakby informował ją, że jest ładny dzień i świeci słońce. – Dlaczego miałabym to zrobić? Nigdy nie chciałam popełnić samobójstwa?
Milczał, obserwując ja tylko.
– Więc zabrałeś mnie tutaj, by uratować mi życie?
– Nie.
– Nie?! Więc po co tu jestem? Odpowiedz… dlaczego milczysz? A to wszystko…? – Wskazała na otaczający ich statek. – Po co to? Czemu to ma służyć? Kto zbudował Solę i w jakim celu? Nie należysz do pierwotnej załogi statku, prawda?
– Nie, nie należę.  
Znowu ten ton, jakby rozmawiali o rzeczach błahych. Jakby to wszystko nie było ważne, jakby pogodził się ze swoim losem, ale ona pogodzić się nie chciała.
– Kim byli? – nie dawała za wygraną.
– Jakie to ma znaczenie?
Zatkało ją.
– Jakie to ma znaczenie? – powtórzyła. – Być może nie ma, ale ta wiedza może pomogłaby nam się stąd wydostać. Może dało by się przeprogramować Solę, tak by zawiozła nas na jakąś planetę, najlepiej…
– Na twoją?
– Tak, Ziemia to dobre miejsce.
            Wato odchylił się w fotelu do tylu  i, wsparłszy głowę, przymknął oczy. Barbara spostrzegła, że jego oddech wyrównał się.
– Ja nie mogę tak żyć – powiedziała. – Oszaleję tu, należę do gatunku społecznego, nie mogę spędzić życia samotnie zamknięta w czterech ścianach.
– Przywykniesz.
– Nie, nie przywyknę. Prędzej się zabiję, ale tym razem skutecznie!
Wato błyskawicznie poderwał się z miejsca i, oparłszy dłonie na kokpicie, o który wspierała się Barbara, pochylił się nad nią, blokując jej drogę ucieczki. Przestraszyła się tą gwałtowną reakcją Obcego.
– Naprawdę chcesz odejść? – zapytał, wpatrując się w jej przerażoną twarz.
– Możesz iść ze mną, to miejsce jest złe – odparła, czując, że znowu wraca do niej ten dziwny nastrój podniecenia pomieszanego ze strachem. Wato przymknął powieki i oparł czoło o ramię Barbary. Ciepły oddech owiewał szyję kobiety, delikatnie łaskocząc wrażliwe miejsce. Objęła go ponownie, wsuwając palce pod grube, ciepłe, wężopodobne włosy. Odwzajemnił uścisk trochę zbyt mocno i wtedy uzmysłowiła sobie, jak bardzo jej tego brakowało. Nie była typem samotnika, zawsze garnela się do innych ludzi, lubiła fizyczny kontakt i przyjemność, którą z niego czerpała. Przesunęła dłonie w dół pleców Wato, potem na brzuch i ku górze delektując się każdym wyczuwalny pod skórą mięśniem. Miała sporo czasu, by mu się przyjrzeć, gdy spał, znała subtelne różnice w odcieniu i fakturze skóry, które mogła teraz dotknąć.

 Gwałtowny wstrząs zachwiał równowagą obojga. Wato przytrzymał Barbarę, ratując ją przed upadkiem, gdy podłoga pod ich stopami niebezpiecznie się przechyliła. Statek zadrżał i wydał z siebie cichy pomruk. Oświetlenie okrętu zmieniło się z łagodnego ciepłego blasku na intensywne białe pasy, które, zdawało się, że biorą początek za kokpitem i, przemierzając ściany, nikną gdzieś na rufie. Obcy szybkim ruchem dłoni wcisnął kilka znaków na kokpicie i przesłona zewnętrzna przedniego wizjera uniosła się. Po drugiej stronie dostrzegli wnętrze hangaru przechylone pod kątem trzydziestu stopni. Zakotwiczone promy nie zmieniły swoich pozycji, jednak widok był niesamowity.
– Co się dzieje? – spytała Barbara, trzymając się ramienia Wato. Obcy śledził wykresy i znaki pojawiające się na kokpicie.
– Statek obraca się wzdłuż poziomej osi – odparł, zaciskając powieki. – Sola nie odpowiada. – Możesz się z nią komunikować w myślach?
– Tak, poprzez implanty, ale nie… – Zamilkł, przez chwilę stał, nic nie mówiąc i nie poruszając się, po czym raportowanie usadził kobietę w fotelu i sam zajął miejsce obok. – Mój statek zredukuje przeciążenie do znośnego dla ciebie maksimum, ale to i tak będzie bolesne.
Kobieta spojrzała na niego ze strachem w oczach, nie rozumiała, co się dzieje.
– Sola musi wykonać unik – wyjaśnił.
Barbara poczuła, że wciska ją w fotel, miała wyrażenie, że niewidzialna siła zaraz zmiażdży ją na papkę, uczucie to trwało zaledwie chwilę i zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, jednak wrażenie ociężałości pozostało.
– Dlaczego to robi? – wysapała z trudem. – Chce nas zabić?
Wato gmerał przy ustawieniach.
– Nie – odparł. - To starty okręt i nie wszystko działa tu tak, jak powinno, czujniki dalekiego zaginięciu na prawej burcie wysiadły już jakiś czas temu. Jesteśmy na kolizyjnej z grupą skał krążących wokół układu planetarnego, przy którym się znajdujemy.
– Dlaczego nie ostrzega nas wcześniej?
– Próbowała, ale włączyłem zapory. Nie chciałem, by nam przeszkadzała.
– Często tak robi?
– Nie, ale czasami nie na wyjścia, musi przyspieszać.
– Czy tak właśnie zginęła załoga statku?
– Tyko część.
– A reszta?
Nie odpowiedział, chyba wysłuchiwał się w komunikaty Soli.
– Nie unikniemy kolizji – oznajmił w końcu, wstając z fotela, by pozbierać leżące na podłodze butle z tlenem. – Na wszelki wypadek – wyjaśnił, podając jedną Barbarze. Kobieta przyjęła przedmiot.
Za przednim wizjerem coś rozbłysło, przemierzając przestrzeń hangaru i wywołując dziwną, suchą eksplozję promu, w który uderzyło. W pomieszczeniu nie było tlenu, więc pożar nie mógł powstać, oderwane kawałki poszycia promu poszybowały w kierunku otworu wlotowego, zatykając go niezbyt szczelnie. Kolejny kawałek skały wielości pocisku przerysował wizjer czarnego okrętu, zostawiając na nim szpecącą bruzdę. Wato podniósł osłony i po dźwiękach dochodzących z zewnątrz, mogli się tylko domyślać destrukcji, która odbywała się w hangarze. Czarny okręt zamknął ich w bańce grawitacyjnej, sam przejmując kontrolę nad silnikami; co róż wykonywał gwałtowny unik lub skok, gdyby nie ochrona bańki Wato i Barbara skończyliby życie jako dwie krwawe masy mięśni i kości. 
Bombardowanie chyba nie trwało zbyt długo, jednak Barbara czuła się jak przemielona. Gdy  Wato ponownie opuścił osłony i pozwolił jej wstać z fotela, nogi się pod nią ubiegły. Okręt Wato unosił się na środku gigantycznego hangaru, a podłoga, do której zakotwiczone były promy, znajdowała się nad ich głowami.
– Możemy wyjść? - spytała niepewnie kobieta, kładąc dłoń na ramieniu Obcego. Wato śledził wzrokiem odczyty, od czasu do czasu zerkając przez wizjer.
– Hangar uległ dekompresji, zamarzlibyśmy.
– To co zrobimy?
Znowu milczał, lecz po wyrazie twarzy, ściągniętych brwiach i przyspieszonym oddechu Barbara domyśla się, że Obcy prowadzi niezbyt przyjemną rozmowę z Solą.
– Wypuści nas na zewnątrz, podlecimy od nie uszkodzonej strony – wyjaśnił, wstając, po to by założyć kombinezon.
– To nasza szansa, możemy teraz uciec – szepnęła Barbara. Wato pokręcił głową.
– Statek nie jest gotów na daleką podróż.
– Ale powiedziałeś, że znajdujemy się w jakimś układzie.
– Na jego peryferiach, ale tu nie ma planety, na której bylibyśmy w stanie przeżyć. Poza tym daleko byśmy nie polecieli, Sola uszkodziłaby statek.
– Jest do tego zdolna?
– Jest zdolna do wszystkiego, a ty za bardzo się spieszysz.

 Opuścili hangar przez wielkie wrota, Barbara dostrzegła w nich liczne dziury i zaczęła się nawet zastanawiać, jak głęboko kosmiczne skały spenetrowały okręt. Okrążali powoli kolosa, przyglądając się zniszczeniom. Wato wskazał Barbarze miejsce na rufie, w której zionęła wielka dziura, jego sztuczne oczy dostrzegły znacznie więcej. Z otworu w przestrzeń międzyplanetarną uciekało coś białego.

– Czy to powietrze? – spytała kobieta, usiłując, zajrzeć w głąb otworu. Obcy milczał, w myślach szukał kontaktu z Solą, ale odległość, która ich dzieliła, była zbyt duża. 

środa, 12 kwietnia 2017

X

Tym razem jej sny nie były spokojne. Przeplatały się w nich uczucia bezsilności i strachu oraz niewyjaśniona potrzeba ucieczki. Obudziwszy się, Barbra przyłożyła dłonie do piersi, serce biło szybko, jakby pobudzone wysiłkiem fizycznym. Kobieta wiedziała, że sny są ubarwioną projekcją przeżyć, treningiem służącym utrwaleniu zdobytej wiedzy i, choć czasem wydają się stekiem nakładających się na siebie bzdur, to jednak zawsze czemuś służą. W tej chwili jej własna podświadomość ostrzegała ją przed czymś, co wiązało się prawdopodobnie z tym miejscem i jedynym członkiem załogi. Brakująca część wspomnień z pewnością była kluczem do tej zagadki, a irracjonalny strach, który odczuwalna, musiał być spowodowany jakimiś wydarzeniami, w których Wato brał udział.
Ubrała się szybko, palcami dłoni przeczesała włosy i wyszła z kajuty. Przemierzając korytarz, miała wrażenie osamotnienia. Do tej pory Sola towarzyszyła jej w prawie każdej czynności, odzywała się, zmieniała natężenie oświetlenia lub po prostu zamykała jej drzwi przed nosem. Czasami Barbarze wydawało się, że sztuczna inteligencja robi to celowo. Teraz żadna z tych rzeczy nie nastąpiła, czyżby Sola znudziła się swoją nową zabawką?
Kobieta zatrzymała się na przeciwko kajuty Wato.

Ależ nie, Sola się nie znudziła. Ona po prostu odzyskała swoją ulubiona laleczkę.

Weszła do pomieszczenia, w którym znajdowała się kriokapsula Wato, serismaszyny nie zwieszały się już złowieszczo nad pojemnikiem, lecz cicho trwały na przeznaczonych sobie miejscach. Na podłodze z podkulonymi odnóżami siedział pająkowaty robot. Barbara podeszła do niego i lekko szturchnęła go obutą stopą. Maszyna zamrugała pękniętym displejem ekranu.
– Żyjesz? – zapytała Barbara.
Maszyna uniosła się na chudych nogach.
– Funkcjonuję poprawnie, jeśli o to pytasz. Zdiagnozowałem się i do wymiany mam tylko ekran.
Barbara kucnęła obok niego.
– Czy masz dostęp do statkowego systemu bezpieczeństwa?
– Do czego konkretnie?
– Do kamer, czujników.
– Nie, ale mogę się podłączyć. – Robot potruchtał w stronę konsoli medycznej znajdującej się przy kriokapsule, stanął na przeciwko niej i trwał tak w bezruchu. – Czego mam poszukać? – zapytał po chwili.
Barbara nie mogła się zdecydować, o co zapytać najpierw, nie spodziewała się, że maszyna wykaże taką chęć współpracy.
– Chcę wiedzieć, jak opuścić statek?
Robot uniósł jedno z odnóży i wepchnął jego koniec w port na konsoli. Barbara domyśliła się, że zainstalowano go tak specjalnie dla tych maszyn.
Żaden z promów nie posiada odpowiedniego zasięgu, by dotrzeć nim do planety nadającej się do zamieszkania przez istoty twojego gatunku – odpowiedział robot.
Barbara przygryzła dolną wargę.
– Czy można ręcznie wyłączyć solę?
– Statkiem nie da się sterować bez wspomagania przez centralny komputer.
– Czy można ograniczyć jej uprawnienia?
– Brak dostępu do informacji.
– Czy można przejąć uprawnienia administratora systemu?
– Brak dostępu do informacji.
– Gdzie jesteśmy?
– Zbyt ogólne pytanie.
– Chodziło mi o układ, zresztą nie ważne. Gdzie jest Wato?
– Obiekt numer jeden znajduje się obecnie na mostku. Mogę zaprowadzić – zaproponował robot i, nie czekając na wyraźny rozkaz, opuścił pomieszczenie.
– Zwolnij trochę! – zawołała za nim kobieta. – Aż tak mi się nie spieszy.

Szli korytarzami, których Barbara do tej pory nie odwiedziła, tego była pewna, choć dla niewprawnego oka wszystkie mogły się wydawać takie same, różniły się subtelną zmianą kolorów. Im barwa była bardziej nasycona, pomarańczowa, tym pomieszczenia, do których prowadził korytarz, były ważniejsze dla funkcjonalność statku. Idąc za maszyną kobieta zastanawiała się, jaki kolor mają drogi ewakuacyjne. Dla ludzi były to najważniejsze i dobrze oznakowane przyjęcia, ale czy istoty, które stworzyły ten statek również myślały podobnie?
Postanowiła zadać to pytanie robotowi.
– To tutaj – oznajmiła pająkowata maszyna, przerywając tym samym tok myśli Barbary.
– Myślałam, że to nam zajmie więcej czasu – odparła zaskoczona kobieta.
– Centrum sterowania jest ruchome. W zależności od potrzeb może zmieniać swoje położenie wzdłuż poziomach i pionowych osi statku. Jeśli będzie trzeba może zostać ukryte głęboko we wnętrzu lub całkowicie odłączone.
Od początku swojego pobytu tutaj Barbara nie poznała tylu szczegółów technicznych, sądziła nawet, że są tajemnicą.
– Możesz wejść – kontynuowała maszyna.
Kobieta postąpiła krok w kierunku drzwi odgradzających ją od centrum sterowania, otworzyły się, wypuszczając ją do środka. Wewnątrz, na sferycznej mapie odwzorowano tysiące gwiazd i krążące wokół nich układy planet. Barbara, jak większość ludzi, wrażliwa na piękno poddała się zachwytowi, który ją ogarnął. Wszechświat zawsze wydawał jej się piękny z głęboką czernią międzyplanetarną i iskrzącymi się na jej tle gwiazdami, mgławicami, obłokami gazów i odległymi galaktykami.
– Poruszają się – szepnęła, skupiając wzrok tylko na jednym układzie.
– W czasie prawie rzeczywistym – odpowiedział jej dudniący głos Soli.
Kobieta wzdrygnęła się, słysząc go. Szybko rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nigdzie nie dostrzegła Wato.
– Tu go nie ma – oznajmiła Sola.
Wielka mapa zniknęła, a jej miejsce na niewielkim wycinku sfery zajął obraz z wewnętrznej kamery. Przedstawiał Wato siedzącego na jednym z foteli. Obcy oglądał nagranie z własnego wybudzenia i zatrzymał je z momencie, gdy usta Barbary dotknęły jego twarzy. Kobieta poczuła, że robi jej się nieprzyjemnie gorąco.
Źle się czujesz? Wykrywam drobne zaburzenia w funkcjonowaniu twojego organizmu – wypytywała Sola.
– Nic mi nie jest.
– Podobne zaburzenia wykryłam również w organizmie Wato. On też twierdzi, że nic mu nie jest, ale zaprzeczają temu dane biometryczne. Sprawdziłam w bazie wzorców i nie znalazłam odpowiednika. Przeanalizowałam więc wszystkie informacje, jakie posiadam na temat gatunków rozdzielnopłciowych i mam pewną hipotezę.
Barbara odwróciła się, chciała wyjść, lecz drzwi były zamknięte, więc stanąwszy twarzą w kierunku sfery, odparła: – Oczywiście, że masz, ale twoje hipotezy mnie nie interesują.
– Pomimo inteligencji nadal kierujecie się podstawowymi instynktami – kontynuowała niezrażona Sola.
– Instynkt pozwala nam przetrwać.
- Ale w tym przypadku zwodzi was ma manowce.
– Co masz ma myśli?
– Rozmnażanie.
Barbara prychnęła lekceważąco, jakby chciała powiedzieć: Bzdury opowiadasz.
– A uściślając – kontynuowała Sztuczna Inteligencja – sam poprzedzający je proces. Czyżby odizolowanie od przedstawicieli waszych gatunków powodowało dewiacje? To bardzo ciekawe. Zastanawiam się, ile czasu mienie, nim z myśli przejdziecie do czynów.
– Nie myślę o nim w ten sposób. To Obcy… Przerażający kosmita!
– Próbujesz okłamywać mnie czy siebie.
– Nikogo nie okłamuję!
– Wmawiasz to sobie, bo liczysz na to, że opuścisz ten statek, że wrócisz do swoich, ale mogę cię zapewnić, że to się nigdy nie stanie. Pozostaniesz tu do końca swoich dni za towarzyszy mając mnie, jego i obłęd, w który popadniesz. Będziesz się kryć po zakamarkach, usiłując uciec przed zapalczywością Wato, ale wierz mi… Nie uda ci się, bo on jest jak dzikie zwierzę, a kiedy spuszczę go z chemicznej smyczy, podarzy za tobą gdziekolwiek pójdziesz. Może wydaje ci się, że jest cywilizowany, że posłucha, jeśli go poprosisz, że puści cię wolno… Nic bardziej mylnego. Jesteś tu, bo on tego chciał, a teraz chcę tego też ja!

Barbara cofnęła się, aż jej plecy dotknęły drzwi. Centralny komputer był czymś więcej niż tylko maszynążnicową, był szaloną inteligencją przejawiającą tendencję do sadyzmu.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a kobieta z impetem upadła na plecy.
– Biegnij, uciekaj, chowaj się, być może on już cię sztuka!

Wrota zatrzasnęły się, zagłuszając złowieszcze słowa Soli, Barbara w ostatniej chwili podkurczyła nogi, unikając tym sposobem odcięcia ich na wysokości kostek. Serce łomotało jej ze strachu. Inteligencja nigdy nie groziła jej w jawny sposób, dlaczego próbuje zaszczuć ją, przestraszyć, jaki ma w tym cel? To jakaś gra? Poszczuje ich na siebie i będzie się przyglądać?
  Spostrzegła nagle, że Wato stoi nad nią i chyba chce pomóc jej wstać. Poderwała się z miejsca.
– Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, stając za pająkowatym robotem, jakby ten miał ją obronić.
Wato milczał, jak zwykle, przyglądając się jej jedynie. Barbara postanowiła nie czekać na reakcję z jego strony, może Sola mówiła prawdę? Może grozi jej niebezpieczeństwo z jego strony? Pobiegła korytarzem przed siebie, mając nadzieję, że pająkowata maszyna podąży za nią. Przebiegłszy kilkadziesiąt metrów zatrzymała się. Robot nie nadchodził, zamiast drobnego, metalicznego truchtania usłyszała miarowe, zdecydowane kroki Wato. Pobiegła dalej. Niczego nie była już pewna i zrozumiała, że irracjonalny strach, który odczuwała przed, Obcym musiał mieć korzenie we wspomnieniach, które sama wyparła bądź została ich pozbawiona.

Sama nie wiedziała, dokąd biegnie i zatrzymała się dopiero przy śluzie, którą trzeba było otworzyć ręcznie. Omiotła wzrokiem drzwi, wiedziała, jak funkcjonują, zdjęła ze stopy but i poczęła ciskać nim w wypustkę znajdującą się zbyt wysoko, aby mogła jej dosięgnąć. Udało jej się nawet parę razy trafić w ścianę przy samej wypustce, ale jej rzuty nie były dość celne, mimo to nie zamierza zrezygnować. Rzucała butem raz po raz ze słabnącą już siłą, lecz nie poddawana się. W końcu, podnosząc kolejny raz but z podłogi, spostrzegła, że Obcy przygląda się jej, stojąc w bocznym korytarzu.
Śmiejesz się ze mnie?! – wrzasnęła, ciskając butem w Wato.
Yautjanczyk uchylił się przed lecącym przedmiotem, który upadł na podłogę kilka metrów za nim.
– Po co za mną leziesz? Nie masz nic do roboty? – kontynuowała, usiadłszy na podłodze.
Wato podniósł but należący do kobiety i oddał go jej.
– Dzięki – burknęła, zakładając go z powrotem na stopę.
Obcy kucnął obok.
– Czego ty chcesz? – zapytała, próbując odgadnąć, co wyraża jego twarz.
Nie odpowiedział, to milczenie zaczynało ją denerwować, nie wiedziała, co o tym myśleć. Przedtem chociaż się odzywał, naśladował ją, a teraz uparcie milczał.
– Wiem, że z nią rozmawiasz, że nie należysz do właściwej załogi statku. Wiesz, kim byli? Co się z nimi stało? Czy to ona ich wykończyła? Sola...
Zakrył jej usta dłonią, wymownie spoglądając ku górze. Odsunęła się.
– Muszę wiedzieć – szepnęła.
Zaprzeczył ruchem głowy.
– Dlaczego nie? Ty wiesz, prawda? A może to, co mówiła Sola, jest prawdą? Jestem tu przez ciebie? Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię. – Chwyciła go za ramię, nie sądziła, że jest w stanie zmusić go do czegokolwiek, ale miała nadzieję, że rozumuje i czuje tak, jak ona. – Ja nie chcę tu umrzeć, nie mogę tak żyć, rozumiesz? Nie mogę być sama do końca życia, chcę wrócić do ludzi, do swoich.
Skinął głową na znak, że rozumie i wstał, po czym wcisnął wypustkę, drzwi śluzy otworzyły się. Wato wszedł do środka i stanął przy zupełnie czarnej ścianie, tak odmiennej od tego, co ich otaczało. Barbara weszła do środka za nim, zła na siebie za to, że dała się omamić, on widocznie nie chciał jej skrzywdzić, nie był taki, jak przedstawiła go Sola.
– Tu nas nie usłyszy? – szepnęła, sądząc, że to kres ich podróży. Zrozumiała, że się myli, gdy spostrzegła, że Wato majstruje coś przy panelu kontrolnym dziwacznego urządzenia, przesuwał w górę i w dół suwaki na słupkach wykresu, a gdy osiągnął zamierzony cel, zatwierdził ustawienia. Rozległo się buczenie, a potem Obcy podał jej butlę z ustnikiem.
– Wychodzimy na zewnątrz bez skafandrów próżniowych?
Znowu nie odpowiedział, przesunął tylko dźwignię znajdującą się tuż przy czarnej ścianie, która okazała się przeźroczysta, gdy pomieszczenie po jej drugiej stronie oświetlone zostało jaskrawym, zimnym światłem. Barbara przysunęła się bliżej, choć ze środka pomieszczenia miała równie dobry widok na rozpościerający się pod nimi ogromny hangar i dokujące w nim promy. Wszystkie wyglądały podobnie, choć można było dostrzec pewne niewielkie różnice wynikające zapewne z przeznaczenia poszczególnych promów. Wato umieścił swój pojemnik z tlenem na plecach i założył maskę. Barbara, widząc, co robi Obcy, szybko założyła swoją. Kolejna dźwignia przesunięta przez Wato spowodowała, że przeźroczysta ściana uniosła się do góry, zmiana ciśnienia wywołała podmuch. Kobieta nerwowo przycisnęła mocniej maskę do twarzy i poszła za kroczącym przodem Wato.
Na poziom hangaru zeszli szeroką pochyłą rampą, mijali promy, nie zwracając na żaden szczególnej uwagi, przynajmniej Wato nie wykazywał zainteresowania. Barba rozglądała się, próbując policzyć znajdujące się tu małe statki kosmiczne. Przypomniała sobie, że pająkowaty robot powiedział jej, iż nie dysponują okrętem, który byłby zdolny zawieźć ją na planetę, na której byłaby w stanie przeżyć. Aż nie chciało jej się wierzyć, że te wszystkie stateczki miały taki krótki zasiezasięg. Idący przed nią Wato przyspieszył, mijali kolejne promy i kobieta w końcu zaczęła się zastanawiać, dokąd idą i po co w ogóle tu przyszli, jeśli nie po to, by ukraść jeden z promów i uciec nim jak najdalej od Soli. Za kolejnym stateczkiem Obcy skręcił w lewo, wyprzedzał już wtedy Barbarę o parę metrów i kobieta musiała podbiec, by go dogonić. Gdy wyszła zza przesłaniającego widok promu, spostrzegła okręt znacznie większy od pozostałych i różniący się od promów kształtem. Jego powierzchnia była gładka i czarna, powłoka nie odbijała światła, przeciwnie, pochłaniała je.

Podeszli bliżej i poczęli okrążać go. Od okrętu bił chłód, który dało się wyczuć nawet ze sporej odległości. Barbara podeszła bliżej, chciała przyjrzeć się dokładniej, nie była już pewna, czy jest jej zimno, bo wnętrze hangaru jest chłodne, czy to zasługa czarnego statku. Wyciągnęła dłoń, im bliżej powłoki były jej palce, tym mocniej czuła zimno. Wato złapał ją za rękę i odciągnął na bok, kiwając jednoczesne głową w geście dezaprobaty. Jego dłoń była przyjemnie ciepła i Barbarę naszła ochota, żeby się przytulić i skraść trochę tego ciepła dla siebie. Wato warknął, marszcząc brwi i wpatrując się w twarz kobiety. Uśmiechnęła się nieznacznie, musiała mieć dziwną minę skoro tak zareagował, nie sądziła, że Obcy jest w stanie odczytać jej emocje z mimiki. 


Stanęli w końcu przed czymś, co – jak przypuszczała Barbara – mogło być wejściem, a przynajmniej wejście mogłoby się w tym miejscu znajdować. Myliła się. Wato przesunął dłonią, nie dotykając powłoki statku, prawdopodobnie przed jakimś czujnikiem. Czarny okręt wydał z siebie niski dźwięk i począł się wznosić, wyżej i wyżej, aż zawisł nad ich głowami. Dopiero wtedy kobieta dostrzegła, że statek nie posiadał standardowego podwozia, nie miał kół, płoz czy nóg, na których mógłby stać. Z wnętrza opuściła się do nich winda, Wato wszedł do niej, nawet się nie zastanawiając, gdy był już w środku, zdjął z lewego ramienia szeroką bransoletę i odrzucił ją. Barbara nie była pewna, czy chce wejść do czarnego statku.  Obcy spostrzegł, że kobieta się waha, machnął więc zachęcająco, posłuchała, a gdy weszła do windy, ta uniosła ich do wnętrza statku. Okręt opadł, ukrywając wejście przed oczyma niepowołanych.