Tym razem jej sny nie były spokojne.
Przeplatały się w nich uczucia bezsilności i strachu oraz niewyjaśniona
potrzeba ucieczki. Obudziwszy się, Barbra przyłożyła dłonie do piersi,
serce biło szybko, jakby pobudzone wysiłkiem fizycznym. Kobieta wiedziała, że sny są ubarwioną
projekcją przeżyć, treningiem służącym utrwaleniu zdobytej wiedzy i, choć czasem wydają się stekiem nakładających się na siebie
bzdur, to jednak zawsze czemuś służą. W tej chwili jej własna podświadomość ostrzegała ją przed czymś, co wiązało się
prawdopodobnie z tym miejscem i jedynym członkiem załogi. Brakująca część wspomnień z pewnością była kluczem
do tej zagadki, a irracjonalny strach, który odczuwalna, musiał być spowodowany
jakimiś wydarzeniami,
w których Wato brał udział.
Ubrała się szybko,
palcami dłoni przeczesała włosy i wyszła z kajuty. Przemierzając korytarz,
miała wrażenie
osamotnienia. Do tej pory Sola towarzyszyła jej w prawie każdej czynności, odzywała
się, zmieniała natężenie
oświetlenia lub
po prostu zamykała jej drzwi przed nosem. Czasami Barbarze wydawało się, że sztuczna
inteligencja robi to celowo. Teraz żadna z tych rzeczy nie nastąpiła, czyżby Sola
znudziła się swoją nową zabawką?
Kobieta zatrzymała się na przeciwko
kajuty Wato.
Ależ nie, Sola się nie znudziła.
Ona po prostu odzyskała swoją ulubiona laleczkę.
Weszła do pomieszczenia, w którym
znajdowała się kriokapsula
Wato, serismaszyny nie zwieszały się już złowieszczo nad pojemnikiem, lecz
cicho trwały na przeznaczonych sobie miejscach. Na podłodze z podkulonymi odnóżami
siedział pająkowaty robot.
Barbara podeszła do niego i lekko szturchnęła go obutą stopą. Maszyna zamrugała
pękniętym displejem ekranu.
–
Żyjesz? – zapytała Barbara.
Maszyna
uniosła się na chudych
nogach.
–
Funkcjonuję poprawnie, jeśli o to pytasz. Zdiagnozowałem się i do wymiany
mam tylko ekran.
Barbara
kucnęła obok niego.
–
Czy masz dostęp do
statkowego systemu bezpieczeństwa?
–
Do czego konkretnie?
–
Do kamer, czujników.
–
Nie, ale mogę się podłączyć. – Robot
potruchtał w stronę konsoli medycznej znajdującej się przy kriokapsule, stanął na przeciwko
niej i trwał tak w bezruchu. – Czego mam poszukać? – zapytał po chwili.
Barbara nie mogła się zdecydować, o co zapytać najpierw, nie
spodziewała się, że maszyna wykaże taką chęć współpracy.
–
Chcę wiedzieć, jak opuścić statek?
Robot
uniósł jedno z odnóży i wepchnął jego koniec w port na konsoli. Barbara domyśliła się, że
zainstalowano go tak specjalnie dla tych maszyn.
–
Żaden z promów
nie posiada odpowiedniego zasięgu, by dotrzeć nim do planety nadającej się do zamieszkania przez istoty
twojego gatunku – odpowiedział robot.
Barbara
przygryzła dolną wargę.
–
Czy można ręcznie wyłączyć solę?
–
Statkiem nie da się sterować bez wspomagania przez centralny komputer.
–
Czy można ograniczyć jej
uprawnienia?
–
Brak dostępu do
informacji.
–
Czy można przejąć uprawnienia
administratora systemu?
–
Brak dostępu do
informacji.
–
Gdzie jesteśmy?
–
Zbyt ogólne pytanie.
–
Chodziło mi o układ, zresztą nie ważne. Gdzie jest Wato?
–
Obiekt numer jeden znajduje się obecnie na mostku. Mogę zaprowadzić –
zaproponował robot i, nie czekając na wyraźny rozkaz, opuścił
pomieszczenie.
–
Zwolnij trochę! – zawołała za
nim kobieta. – Aż tak mi się nie spieszy.
Szli
korytarzami, których Barbara do tej pory nie odwiedziła, tego była pewna, choć
dla niewprawnego oka wszystkie mogły się wydawać takie same, różniły się subtelną zmianą kolorów. Im
barwa była bardziej nasycona, pomarańczowa, tym pomieszczenia, do których
prowadził korytarz, były ważniejsze dla funkcjonalność statku. Idąc za maszyną kobieta
zastanawiała się, jaki kolor mają drogi ewakuacyjne. Dla ludzi były to
najważniejsze i
dobrze oznakowane przyjęcia, ale czy istoty, które stworzyły ten statek również myślały podobnie?
Postanowiła zadać to pytanie
robotowi.
–
To tutaj – oznajmiła pająkowata maszyna, przerywając tym samym tok myśli Barbary.
–
Myślałam, że to
nam zajmie więcej czasu –
odparła zaskoczona kobieta.
–
Centrum sterowania jest ruchome. W zależności od potrzeb może zmieniać swoje położenie wzdłuż poziomach i
pionowych osi statku. Jeśli będzie trzeba może zostać ukryte głęboko we wnętrzu lub całkowicie odłączone.
Od początku swojego pobytu tutaj
Barbara nie poznała tylu szczegółów technicznych, sądziła nawet, że są tajemnicą.
–
Możesz wejść –
kontynuowała maszyna.
Kobieta postąpiła krok w
kierunku drzwi odgradzających ją od centrum sterowania, otworzyły się, wypuszczając ją do środka. Wewnątrz, na sferycznej
mapie odwzorowano tysiące gwiazd i krążące wokół nich układy planet. Barbara, jak większość ludzi, wrażliwa na piękno poddała się zachwytowi,
który ją ogarnął. Wszechświat zawsze
wydawał jej się piękny z głęboką czernią międzyplanetarną i iskrzącymi się na jej tle
gwiazdami, mgławicami, obłokami gazów i odległymi galaktykami.
–
Poruszają się – szepnęła, skupiając wzrok tylko
na jednym układzie.
–
W czasie prawie rzeczywistym – odpowiedział jej dudniący głos Soli.
Kobieta
wzdrygnęła się, słysząc go. Szybko rozejrzała
się po pomieszczeniu,
ale nigdzie nie dostrzegła Wato.
–
Tu go nie ma – oznajmiła Sola.
Wielka mapa zniknęła, a jej
miejsce na niewielkim wycinku sfery zajął obraz z wewnętrznej kamery.
Przedstawiał Wato siedzącego na jednym z foteli. Obcy oglądał nagranie z
własnego wybudzenia i zatrzymał je z momencie, gdy usta Barbary dotknęły jego
twarzy. Kobieta poczuła, że robi jej się nieprzyjemnie gorąco.
–
Źle się czujesz?
Wykrywam drobne zaburzenia w funkcjonowaniu twojego organizmu – wypytywała
Sola.
–
Nic mi nie jest.
–
Podobne zaburzenia wykryłam również w organizmie Wato. On też twierdzi, że nic mu nie
jest, ale zaprzeczają temu dane biometryczne. Sprawdziłam w bazie wzorców i nie
znalazłam odpowiednika. Przeanalizowałam więc wszystkie informacje, jakie
posiadam na temat gatunków rozdzielnopłciowych i mam pewną hipotezę.
Barbara odwróciła się, chciała wyjść, lecz drzwi
były zamknięte, więc
stanąwszy twarzą w kierunku sfery, odparła: – Oczywiście, że masz,
ale twoje hipotezy mnie nie interesują.
–
Pomimo inteligencji nadal kierujecie się podstawowymi instynktami –
kontynuowała niezrażona Sola.
–
Instynkt pozwala nam przetrwać.
-
Ale w tym przypadku zwodzi was ma manowce.
–
Co masz ma myśli?
–
Rozmnażanie.
Barbara prychnęła lekceważąco, jakby
chciała powiedzieć: Bzdury opowiadasz.
–
A uściślając –
kontynuowała Sztuczna Inteligencja – sam poprzedzający je proces.
Czyżby
odizolowanie od przedstawicieli waszych gatunków powodowało dewiacje? To bardzo
ciekawe. Zastanawiam się, ile czasu mienie, nim z myśli przejdziecie do czynów.
–
Nie myślę o nim w ten
sposób. To Obcy… Przerażający kosmita!
–
Próbujesz okłamywać mnie czy siebie.
–
Nikogo nie okłamuję!
–
Wmawiasz to sobie, bo liczysz na to, że opuścisz ten statek, że wrócisz do
swoich, ale mogę cię zapewnić, że to się nigdy nie stanie. Pozostaniesz tu do końca swoich dni
za towarzyszy mając mnie, jego i obłęd, w który popadniesz. Będziesz się kryć po
zakamarkach, usiłując uciec przed zapalczywością Wato, ale wierz mi… Nie uda ci się, bo on jest
jak dzikie zwierzę, a kiedy spuszczę go z chemicznej smyczy, podarzy za tobą gdziekolwiek
pójdziesz. Może wydaje ci się, że jest
cywilizowany, że posłucha, jeśli go poprosisz, że puści cię wolno… Nic
bardziej mylnego. Jesteś tu, bo on tego chciał, a teraz chcę tego też ja!
Barbara cofnęła się, aż jej plecy
dotknęły drzwi.
Centralny komputer był czymś więcej niż tylko maszyną różnicową, był szaloną inteligencją przejawiającą tendencję do sadyzmu.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a
kobieta z impetem upadła na plecy.
–
Biegnij, uciekaj, chowaj się, być może on już cię sztuka!
Wrota zatrzasnęły się, zagłuszając
złowieszcze słowa Soli, Barbara w ostatniej chwili podkurczyła nogi, unikając tym sposobem
odcięcia ich na
wysokości kostek.
Serce łomotało jej ze strachu. Inteligencja nigdy nie groziła jej w jawny sposób,
dlaczego próbuje zaszczuć ją, przestraszyć, jaki ma w tym cel? To jakaś gra?
Poszczuje ich na siebie i będzie się przyglądać?
Spostrzegła nagle, że Wato stoi
nad nią i chyba chce
pomóc jej wstać. Poderwała się z miejsca.
–
Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, stając za pająkowatym robotem, jakby ten miał ją obronić.
Wato
milczał, jak zwykle, przyglądając się jej jedynie. Barbara postanowiła nie czekać na reakcję z jego strony,
może Sola mówiła
prawdę? Może grozi jej
niebezpieczeństwo z jego
strony? Pobiegła korytarzem przed siebie, mając nadzieję, że pająkowata maszyna
podąży za nią. Przebiegłszy
kilkadziesiąt metrów
zatrzymała się. Robot nie
nadchodził, zamiast drobnego, metalicznego truchtania usłyszała miarowe,
zdecydowane kroki Wato. Pobiegła dalej. Niczego nie była już pewna i zrozumiała,
że irracjonalny
strach, który odczuwała przed, Obcym musiał mieć korzenie we wspomnieniach,
które sama wyparła bądź została ich pozbawiona.
Sama nie wiedziała, dokąd biegnie i zatrzymała
się dopiero przy
śluzie, którą trzeba było otworzyć ręcznie. Omiotła wzrokiem drzwi, wiedziała,
jak funkcjonują, zdjęła ze stopy but i poczęła ciskać nim w wypustkę znajdującą się zbyt wysoko,
aby mogła jej dosięgnąć. Udało jej się nawet parę razy trafić w ścianę przy samej wypustce, ale jej rzuty nie były dość celne, mimo
to nie zamierza zrezygnować. Rzucała butem raz po raz ze słabnącą już siłą, lecz nie
poddawana się. W końcu, podnosząc kolejny raz
but z podłogi, spostrzegła, że Obcy przygląda się jej, stojąc w bocznym korytarzu.
–
Śmiejesz się ze mnie?! – wrzasnęła, ciskając butem w
Wato.
Yautjanczyk
uchylił się przed lecącym
przedmiotem, który upadł na podłogę kilka metrów za nim.
–
Po co za mną leziesz? Nie
masz nic do roboty? – kontynuowała, usiadłszy na podłodze.
Wato
podniósł but należący do kobiety i oddał go jej.
–
Dzięki – burknęła, zakładając go z
powrotem na stopę.
Obcy kucnął obok.
–
Czego ty chcesz? – zapytała, próbując odgadnąć, co wyraża jego twarz.
Nie
odpowiedział, to milczenie zaczynało ją denerwować, nie
wiedziała, co o tym myśleć. Przedtem chociaż się odzywał, naśladował ją, a teraz
uparcie milczał.
–
Wiem, że z nią rozmawiasz, że nie należysz do właściwej załogi
statku. Wiesz, kim byli? Co się z nimi stało? Czy to ona ich wykończyła? Sola...
Zakrył
jej usta dłonią, wymownie spoglądając ku górze. Odsunęła się.
–
Muszę wiedzieć – szepnęła.
Zaprzeczył
ruchem głowy.
–
Dlaczego nie? Ty wiesz, prawda? A może to, co mówiła Sola, jest prawdą? Jestem
tu przez ciebie? Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię. – Chwyciła go za ramię,
nie sądziła, że jest w stanie zmusić go do czegokolwiek, ale miała nadzieję, że
rozumuje i czuje tak, jak ona. – Ja nie chcę tu umrzeć, nie mogę tak żyć,
rozumiesz? Nie mogę być sama do końca życia, chcę wrócić do ludzi, do swoich.
Skinął głową na znak, że rozumie i
wstał, po czym wcisnął wypustkę, drzwi śluzy otworzyły się. Wato wszedł do środka i stanął przy
zupełnie czarnej ścianie, tak odmiennej od tego, co ich otaczało. Barbara weszła
do środka za nim,
zła na siebie za to, że dała się omamić, on widocznie nie chciał jej skrzywdzić, nie był
taki, jak przedstawiła go Sola.
–
Tu nas nie usłyszy? – szepnęła, sądząc, że to kres ich podróży. Zrozumiała, że się myli, gdy spostrzegła,
że Wato
majstruje coś przy panelu
kontrolnym dziwacznego urządzenia, przesuwał w górę i w dół suwaki na słupkach wykresu, a
gdy osiągnął zamierzony
cel, zatwierdził ustawienia. Rozległo się buczenie, a potem Obcy podał jej butlę z ustnikiem.
–
Wychodzimy na zewnątrz bez skafandrów próżniowych?
Znowu
nie odpowiedział, przesunął tylko dźwignię znajdującą się tuż przy czarnej ścianie, która okazała się przeźroczysta, gdy pomieszczenie po
jej drugiej stronie oświetlone zostało jaskrawym, zimnym światłem.
Barbara przysunęła się bliżej, choć ze środka pomieszczenia miała równie dobry widok na rozpościerający
się pod nimi
ogromny hangar i dokujące w nim promy. Wszystkie wyglądały podobnie, choć można było
dostrzec pewne niewielkie różnice wynikające zapewne z przeznaczenia poszczególnych promów. Wato umieścił swój
pojemnik z tlenem na plecach i założył maskę. Barbara, widząc, co robi Obcy,
szybko założyła swoją.
Kolejna dźwignia
przesunięta przez Wato
spowodowała, że przeźroczysta ściana uniosła
się do góry,
zmiana ciśnienia
wywołała podmuch. Kobieta nerwowo przycisnęła mocniej maskę do twarzy i
poszła za kroczącym przodem Wato.
Na
poziom hangaru zeszli szeroką pochyłą rampą, mijali promy, nie zwracając na żaden szczególnej uwagi,
przynajmniej Wato nie wykazywał zainteresowania. Barba rozglądała się, próbując policzyć znajdujące się tu małe
statki kosmiczne. Przypomniała sobie, że pająkowaty robot powiedział jej, iż nie dysponują
okrętem, który
byłby zdolny zawieźć ją na planetę, na której byłaby w stanie przeżyć. Aż nie chciało
jej się wierzyć, że te wszystkie
stateczki miały taki krótki zasiezasięg. Idący przed nią Wato
przyspieszył, mijali kolejne promy i kobieta w końcu zaczęła się zastanawiać, dokąd idą i po co w
ogóle tu przyszli, jeśli nie po to, by ukraść jeden z promów i uciec nim jak
najdalej od Soli. Za kolejnym stateczkiem Obcy skręcił w lewo,
wyprzedzał już wtedy Barbarę o parę metrów i
kobieta musiała podbiec, by go dogonić. Gdy wyszła zza przesłaniającego widok
promu, spostrzegła okręt znacznie większy od pozostałych i różniący się od promów
kształtem. Jego powierzchnia była gładka i czarna, powłoka nie odbijała światła,
przeciwnie, pochłaniała je.
Podeszli bliżej i poczęli okrążać go. Od okrętu bił chłód,
który dało się wyczuć nawet ze
sporej odległości. Barbara podeszła bliżej, chciała przyjrzeć się dokładniej,
nie była już pewna, czy jest jej zimno,
bo wnętrze hangaru
jest chłodne, czy to zasługa czarnego statku. Wyciągnęła dłoń, im bliżej powłoki
były jej palce, tym mocniej czuła zimno. Wato złapał ją za rękę i odciągnął
na bok, kiwając jednoczesne głową w geście dezaprobaty. Jego dłoń była
przyjemnie ciepła i Barbarę naszła ochota, żeby się przytulić i skraść trochę
tego ciepła dla siebie. Wato warknął, marszcząc brwi i wpatrując się w twarz
kobiety. Uśmiechnęła się nieznacznie, musiała mieć dziwną minę skoro tak
zareagował, nie sądziła, że Obcy jest w stanie odczytać jej emocje z mimiki.
Stanęli w końcu przed czymś, co – jak
przypuszczała Barbara – mogło być wejściem, a przynajmniej wejście mogłoby
się w tym miejscu
znajdować. Myliła się. Wato przesunął dłonią, nie dotykając powłoki
statku, prawdopodobnie przed jakimś czujnikiem. Czarny okręt wydał z
siebie niski dźwięk i począł się wznosić, wyżej i wyżej, aż zawisł nad ich głowami. Dopiero wtedy kobieta dostrzegła, że statek nie
posiadał standardowego podwozia, nie miał kół, płoz czy nóg, na których mógłby
stać. Z wnętrza opuściła się do nich
winda, Wato wszedł do niej, nawet się nie zastanawiając, gdy był już w środku, zdjął z lewego
ramienia szeroką bransoletę i odrzucił ją. Barbara nie była pewna, czy chce wejść do czarnego
statku. Obcy spostrzegł, że kobieta się waha, machnął więc zachęcająco,
posłuchała, a gdy weszła do windy, ta uniosła ich do wnętrza statku.
Okręt opadł,
ukrywając wejście przed
oczyma niepowołanych.
Jeszcze,jeszcze :)
OdpowiedzUsuńBrak weny?
OdpowiedzUsuń