środa, 22 listopada 2017

XI

Przepraszam, że tyle to trwało, ale mam ograniczony dostęp do komputera, a ograniczają mi go moje pociechy. Życzę przyjemnej lektury. Pozdrawiam.


*



Wato, opuściwszy windę, podążył prosto na mostek, jakby zapomniał, że na czarnym okręcie nie jest sam. Co prawda słyszał za sobą szybkie kroki kobiety, ale w tej chwili jego umysł zaprzątała myśl o tym, że musi sprawdzić systemy statku – nie był pewien, czy wciąż działają. Sola nigdy nie informowała go, na jak długo poddawała jego ciało hibernacji.
Wato miał nadzieję, że akumulatory niezbędne do rozruchu systemów wciąż posiadają tyle energii, by zainicjować anihilację w redaktorze.
Jego dłonie spoczęły na gładkim i zimnym panelu sterującym. Gdy tylko system czuły na przepływające pomiędzy palcami pilota a blatem panelu wyładowania elektrostatyczne odnotował kontakt, pulpit podświetlił się delikatnym, bladym światłem. Pomimo upływu czasu systemy były sprawne. Wato zarządził testy, minie chwila nim system je przeprowadzi, zbierze dane i sporządzi raport.
Odwróciwszy się w fotelu, spojrzał na Barbarę. Kobieta przyglądała mu się w milczeniu. Gdy do niej podszedł, wyciągnęła rękę, jakby chciała stworzyć między nimi niewidzialna barierę. Drugą dłonią dociskała do twarzy maskę tlenową. Obcy nie cofnął się, niezrażony tym gestem podszedł bliżej, jego palce dotknęły syntetycznej powłoki maski i skóry na policzku Barbary. Robiąc to, spoglądał jej w oczy, jakby chciał w ten sposób wyrazić oczywistą prawdę, że nie zamierza jej skrzywdzić. Pozwoliła mu zdjąć ustnik, jednak przez chwilę wstrzymała oddech. Wato pokręcił głową, po raz kolejny okazując swoją dezaprobatę dla jej braku zaufania, po czym wrócił na miejsce pilota.

Komputer wskazywał jednoprocentowy postęp.  To potrwa dłużej niż przypuszczał.

Barbara przysunęła się bliżej, kokpit czarnego okrętu nie był przerażająco obcy, jak można by się było tego spodziewać. Przypominał nawet w pewnym stopniu wytwór ludzkich rąk. Kobieta wodziła wzrokiem po podświetlonym panelu, próbując rozszyfrować, do czego służą poszczególne sekcje, ale piktogramy, które zastosowali budowniczowie statku, były zupełnie abstrakcyjne. Poczuła nagle, że jest obserwowana, Wato odchyliwszy się w fotelu, spoglądał na nią, ale jego spojrzenie było jakieś puste, nieskoncentrowane na jej osobie – jak gdyby Obcy obserwował coś, co było poza Barbarą.
– Boisz się mnie? – zapytał, a moduł translacyjny wbudowany w kombinezon  przetłumaczył jego słowa na zrozumiały dla Barbary język. Kobieta nie odpowiedziała od razu, szczerze mówić, spodziewała się, że Obcy zna angielski, język, którym posługiwali się wszyscy koloniści. Syntetyczny głos nie brzmiał naturalnie, a mowa, której używał Wato, brzmiała tak obco i odmiennie, że aż odpychająco.
– Nie – odrzekła, spuszczając wzrok z twarzy Obcego na jego szeroką pierś, ten widok był znacznie przyjemniejszy i taki… ludzki. Przypomniała sobie chwile spędzone obok kapsuły, w której znajdowało się jego nagie, uśpione ciało. – Tak – odparła szybko, starając się ukryć i stłumić ogarniające ją podniecenie. Wato wstał, Barbara natychmiast wycofała się na środek pomieszczenia. – Bo jestem inny? – przysunął się bliżej, minął kobietę, ocierając ramieniem o jej ramię i stanął tuż za nią. Przez umysł Barbary przemknęła myśl, że ich ciała oddziela tylko cienka materia kombinezonów. Zamknęła oczy. – Czy Sola nas widzi i słyszy? – spytała, starając się przypomnieć sobie to, o co chciała go zapytać. – Nie – szepnął.
– Wrócę do kolonii? – Głos Barbary załamał się, wszelkie tłumione emocje zaczynały brać górę nad rozsądkiem. To się musiało skończyć, najlepiej tu i teraz.
– Nie.
Nawet nie udawał, że jej współczuje, że to pytanie go zaskoczyło, że odpowiedź może być inna niż…– Nie? Dlaczego „nie”?

Kobieta poczuła, jak po tych słowach uchodzi z niej cała energia, łudziła się, że jej pobyt tutaj jest tylko chwilowy. Że Sola kłamie, a Wato jest taki jak ona. Odwróciła się i przytuliła do niego, obejmując Obcego w pasie. Pozwolił jej na to i nawet sam lekko się pochylił. Wszystko stało się nieważne. Przyszłości nie miała, przeszłość była blaknącym wspomnieniem, a teraźniejszość okazała się pragnieniem, które mogła zaspokoić. Kto powie, że zrobiła źle? Kto ją osądzi? Nikt. Tylko ona sama może być sobie sędzią i katem.
Przysunęła dłoń wzdłuż linii kręgosłupa Wato, wiedziała już, że ten gest sprawi, iż inteligentna tkanina rozstąpi się jak zamek błyskawiczny. Wysunęła pod nią palce, wybijając krótkie paznokcie w ciepłą skórę Obcego. Wato syknął, prostując się, i nim kołnierz jego skafandra znalazł się po za zasięgiem Barbary, kobieta chwyciła rozpięte brzegi i pociągnęła mocno, jakby obdzierała Obcego ze skóry. Dokładnie takiego widoku się spodziewała, nic się nie zmieniło, może poza wyrazem twarzy Wato, która po tak długim czasie nie wydawała się już Barbarze straszna, ale na swój sposób ładna. Podeszła bliżej, chcąc znowu się przytulić, ale on odsunął się. Spojrzała na niego z wyrzutem i spostrzegła, że Obcy oddycha znacznie szybciej niż normalnie, nie była, więc mu obojętna.
  – Chciałam się tyko przytulić – wyjaśniła, przyglądając się, jak Wato obwiązuje zwisające do tej pory rękawy skafandra wokół pasa, jakby się bał, że ubranie zsunie mu się z bioder.
– Rozumiem – odpowiedział, usiłując wyrównać oddech i uspokoić myśli. Do tej pory nie miał problemu z samokontrolą, nie potrzebnie dał się ponieść chwili.
Barbara odetchnęła głęboko.
– Sola powiedziała, że jestem tu dlatego, że ty tego chciałeś. Czy to prawda? – zapytała, odszedłszy na bok.
– Tak.
– Dlaczego?
– Umierałaś.
Odwróciła się, patrzył na nią, więc chyba nie kłamał.
– Nie pamiętam – powiedziała, stając przed nim i patrząc na niego z góry. Znowu siedział w fotelu pilota. – Gdzie się spotkaliśmy?
– Na planecie, na której mieliście kolonię.
– Dlaczego umierałam?
– Postrzeliłaś się w głowę.
– Postrzeliłam się? - powtórzyła Barbara, nie dowierzając słowom, które Obcy wypowiedział tak, jakby informował ją, że jest ładny dzień i świeci słońce. – Dlaczego miałabym to zrobić? Nigdy nie chciałam popełnić samobójstwa?
Milczał, obserwując ja tylko.
– Więc zabrałeś mnie tutaj, by uratować mi życie?
– Nie.
– Nie?! Więc po co tu jestem? Odpowiedz… dlaczego milczysz? A to wszystko…? – Wskazała na otaczający ich statek. – Po co to? Czemu to ma służyć? Kto zbudował Solę i w jakim celu? Nie należysz do pierwotnej załogi statku, prawda?
– Nie, nie należę.  
Znowu ten ton, jakby rozmawiali o rzeczach błahych. Jakby to wszystko nie było ważne, jakby pogodził się ze swoim losem, ale ona pogodzić się nie chciała.
– Kim byli? – nie dawała za wygraną.
– Jakie to ma znaczenie?
Zatkało ją.
– Jakie to ma znaczenie? – powtórzyła. – Być może nie ma, ale ta wiedza może pomogłaby nam się stąd wydostać. Może dało by się przeprogramować Solę, tak by zawiozła nas na jakąś planetę, najlepiej…
– Na twoją?
– Tak, Ziemia to dobre miejsce.
            Wato odchylił się w fotelu do tylu  i, wsparłszy głowę, przymknął oczy. Barbara spostrzegła, że jego oddech wyrównał się.
– Ja nie mogę tak żyć – powiedziała. – Oszaleję tu, należę do gatunku społecznego, nie mogę spędzić życia samotnie zamknięta w czterech ścianach.
– Przywykniesz.
– Nie, nie przywyknę. Prędzej się zabiję, ale tym razem skutecznie!
Wato błyskawicznie poderwał się z miejsca i, oparłszy dłonie na kokpicie, o który wspierała się Barbara, pochylił się nad nią, blokując jej drogę ucieczki. Przestraszyła się tą gwałtowną reakcją Obcego.
– Naprawdę chcesz odejść? – zapytał, wpatrując się w jej przerażoną twarz.
– Możesz iść ze mną, to miejsce jest złe – odparła, czując, że znowu wraca do niej ten dziwny nastrój podniecenia pomieszanego ze strachem. Wato przymknął powieki i oparł czoło o ramię Barbary. Ciepły oddech owiewał szyję kobiety, delikatnie łaskocząc wrażliwe miejsce. Objęła go ponownie, wsuwając palce pod grube, ciepłe, wężopodobne włosy. Odwzajemnił uścisk trochę zbyt mocno i wtedy uzmysłowiła sobie, jak bardzo jej tego brakowało. Nie była typem samotnika, zawsze garnela się do innych ludzi, lubiła fizyczny kontakt i przyjemność, którą z niego czerpała. Przesunęła dłonie w dół pleców Wato, potem na brzuch i ku górze delektując się każdym wyczuwalny pod skórą mięśniem. Miała sporo czasu, by mu się przyjrzeć, gdy spał, znała subtelne różnice w odcieniu i fakturze skóry, które mogła teraz dotknąć.

 Gwałtowny wstrząs zachwiał równowagą obojga. Wato przytrzymał Barbarę, ratując ją przed upadkiem, gdy podłoga pod ich stopami niebezpiecznie się przechyliła. Statek zadrżał i wydał z siebie cichy pomruk. Oświetlenie okrętu zmieniło się z łagodnego ciepłego blasku na intensywne białe pasy, które, zdawało się, że biorą początek za kokpitem i, przemierzając ściany, nikną gdzieś na rufie. Obcy szybkim ruchem dłoni wcisnął kilka znaków na kokpicie i przesłona zewnętrzna przedniego wizjera uniosła się. Po drugiej stronie dostrzegli wnętrze hangaru przechylone pod kątem trzydziestu stopni. Zakotwiczone promy nie zmieniły swoich pozycji, jednak widok był niesamowity.
– Co się dzieje? – spytała Barbara, trzymając się ramienia Wato. Obcy śledził wykresy i znaki pojawiające się na kokpicie.
– Statek obraca się wzdłuż poziomej osi – odparł, zaciskając powieki. – Sola nie odpowiada. – Możesz się z nią komunikować w myślach?
– Tak, poprzez implanty, ale nie… – Zamilkł, przez chwilę stał, nic nie mówiąc i nie poruszając się, po czym raportowanie usadził kobietę w fotelu i sam zajął miejsce obok. – Mój statek zredukuje przeciążenie do znośnego dla ciebie maksimum, ale to i tak będzie bolesne.
Kobieta spojrzała na niego ze strachem w oczach, nie rozumiała, co się dzieje.
– Sola musi wykonać unik – wyjaśnił.
Barbara poczuła, że wciska ją w fotel, miała wyrażenie, że niewidzialna siła zaraz zmiażdży ją na papkę, uczucie to trwało zaledwie chwilę i zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, jednak wrażenie ociężałości pozostało.
– Dlaczego to robi? – wysapała z trudem. – Chce nas zabić?
Wato gmerał przy ustawieniach.
– Nie – odparł. - To starty okręt i nie wszystko działa tu tak, jak powinno, czujniki dalekiego zaginięciu na prawej burcie wysiadły już jakiś czas temu. Jesteśmy na kolizyjnej z grupą skał krążących wokół układu planetarnego, przy którym się znajdujemy.
– Dlaczego nie ostrzega nas wcześniej?
– Próbowała, ale włączyłem zapory. Nie chciałem, by nam przeszkadzała.
– Często tak robi?
– Nie, ale czasami nie na wyjścia, musi przyspieszać.
– Czy tak właśnie zginęła załoga statku?
– Tyko część.
– A reszta?
Nie odpowiedział, chyba wysłuchiwał się w komunikaty Soli.
– Nie unikniemy kolizji – oznajmił w końcu, wstając z fotela, by pozbierać leżące na podłodze butle z tlenem. – Na wszelki wypadek – wyjaśnił, podając jedną Barbarze. Kobieta przyjęła przedmiot.
Za przednim wizjerem coś rozbłysło, przemierzając przestrzeń hangaru i wywołując dziwną, suchą eksplozję promu, w który uderzyło. W pomieszczeniu nie było tlenu, więc pożar nie mógł powstać, oderwane kawałki poszycia promu poszybowały w kierunku otworu wlotowego, zatykając go niezbyt szczelnie. Kolejny kawałek skały wielości pocisku przerysował wizjer czarnego okrętu, zostawiając na nim szpecącą bruzdę. Wato podniósł osłony i po dźwiękach dochodzących z zewnątrz, mogli się tylko domyślać destrukcji, która odbywała się w hangarze. Czarny okręt zamknął ich w bańce grawitacyjnej, sam przejmując kontrolę nad silnikami; co róż wykonywał gwałtowny unik lub skok, gdyby nie ochrona bańki Wato i Barbara skończyliby życie jako dwie krwawe masy mięśni i kości. 
Bombardowanie chyba nie trwało zbyt długo, jednak Barbara czuła się jak przemielona. Gdy  Wato ponownie opuścił osłony i pozwolił jej wstać z fotela, nogi się pod nią ubiegły. Okręt Wato unosił się na środku gigantycznego hangaru, a podłoga, do której zakotwiczone były promy, znajdowała się nad ich głowami.
– Możemy wyjść? - spytała niepewnie kobieta, kładąc dłoń na ramieniu Obcego. Wato śledził wzrokiem odczyty, od czasu do czasu zerkając przez wizjer.
– Hangar uległ dekompresji, zamarzlibyśmy.
– To co zrobimy?
Znowu milczał, lecz po wyrazie twarzy, ściągniętych brwiach i przyspieszonym oddechu Barbara domyśla się, że Obcy prowadzi niezbyt przyjemną rozmowę z Solą.
– Wypuści nas na zewnątrz, podlecimy od nie uszkodzonej strony – wyjaśnił, wstając, po to by założyć kombinezon.
– To nasza szansa, możemy teraz uciec – szepnęła Barbara. Wato pokręcił głową.
– Statek nie jest gotów na daleką podróż.
– Ale powiedziałeś, że znajdujemy się w jakimś układzie.
– Na jego peryferiach, ale tu nie ma planety, na której bylibyśmy w stanie przeżyć. Poza tym daleko byśmy nie polecieli, Sola uszkodziłaby statek.
– Jest do tego zdolna?
– Jest zdolna do wszystkiego, a ty za bardzo się spieszysz.

 Opuścili hangar przez wielkie wrota, Barbara dostrzegła w nich liczne dziury i zaczęła się nawet zastanawiać, jak głęboko kosmiczne skały spenetrowały okręt. Okrążali powoli kolosa, przyglądając się zniszczeniom. Wato wskazał Barbarze miejsce na rufie, w której zionęła wielka dziura, jego sztuczne oczy dostrzegły znacznie więcej. Z otworu w przestrzeń międzyplanetarną uciekało coś białego.

– Czy to powietrze? – spytała kobieta, usiłując, zajrzeć w głąb otworu. Obcy milczał, w myślach szukał kontaktu z Solą, ale odległość, która ich dzieliła, była zbyt duża. 

1 komentarz: