sobota, 13 sierpnia 2016

III

Wato, goniąc po lesie za uciekającą istotą, dostrzegł wreszcie pojawiający się między drzewami biały skafander. Odbił wówczas w lewo i przyspieszył. Postanowił zastąpić jej drogę, przestraszyć, może zranić i skierować w inną stronę.
Wypadł w wielkim susie w miejscu, w którym spodziewał się dopaść istotę i doskoczył do skafandra. Ten brył jednak pusty, zawieszony za kaptur niczym przynęta. Wato poczuł, że jeżą mu się włosy na głowie. W lesie feeria dźwięków wydawanych przez jego mieszkańców i szum drzew zagłuszały powolne skradanie się właściciela skafandra. Zielone, zmodyfikowane tęczówki Wato przesuwały się z prawej na lewą, gdy rozglądał się po okolicy, a niczego nie dostrzegłszy, postanowił przyjrzeć się pozostawionemu ubraniu. Spodziewał się zaawansowanej technologii, czegoś, co sam miał na sobie, nie zaś worka, którego jedyną funkcją było odizolowanie od świata zewnętrznego. W ocenie Wato tkanina była zbyt cienka, nie posiadała regulacji temperatury, a hełm nie miał wizyjnych filtrów. Więc było to tylko doraźne zabezpieczenie w razie, gdyby któraś z roślin była toksyczna. Łowca odłożył  skafander, przecież istota nie mogła odejść daleko, musiała być w pobliżu, może przyglądała mu się z ukrycia?

Spod dużych, baldachowatych, żyłkowanych liści inna para oczu przyglądała się poczynaniom Obcego. Do tej pory nie spotkali na swojej drodze nawet śladów inteligentnych istot i zaczęli już podejrzewać, że nigdy na nich nie natrafią. Wszechświat bowiem był tak stary, że istoty takie mogły już nie istnieć, a tym czasem – można by rzec, na wyciągnięcie ręki – stał przedstawiciel takiej właśnie cywilizacji. Istniały procedury opisujące, co należy zrobić w przypadku takiego spotkania, ale tak naprawdę niewielu wierzyło, że kiedykolwiek się one przydadzą. Obserwując go teraz, istota rozważała, czy postąpiła słusznie, wzywając robota bojowego. Być może tym głupim posunięciem przyczyni się do wybuchu wojny? W końcu nie zna jego intencji, zniszczył maszynę w obronie własnej. Chociaż z drugiej strony nie musiał tego robić, w końcu robot został odwołany.
Leżąc płasko na ziemi, istota podziwiała niewątpliwie wspaniałą budowę Obcego, której nie był w stanie ukryć ubiór. Pomimo sporego wzrostu poruszał się lekko i zwinnie, nie wykazując oznak zmęczenia. Istota spostrzegła, że Obcy, przykucnąwszy, przygląda się śladom pozostawionym przez nią na ziemi. Nagle podniósł wzrok i spojrzał w głęboki cień, w którym się ukrywała, miała wrażenie, że ich spojrzenia się spotkały i że on ją widzi.

Wato przestał przyglądać się sporej roślinie o baldachowatych liściach, która budziła w nim dziwny, nie określony niepokój i skupił się na śladzie stopy odbitej w miękkiej ziemi. Przyłożył do niej swoją dłoń, ślad był mniejszy i płytki, istota, która go zostawiła, ważyła znacznie mniej niż on. Zaczął się zastanawiać nad moralnym aspektem polowania na taką ofiarę.
Z oddali dobiegł warkot silnika, coś zbliżało się bardzo szybko. Łowca wycofał się w gęste krzaki rosnące tuż przy baldacholistnej roślinie. Nad koronami drzew pojawił się niewielki zwiadowczy dron.


Szukali jej. Protokół bezpieczeństwa nakazywał kontakt z bazą co pół godziny, po tym czasie zakładano, że wydarzyło się coś złego i niezbędna jest interwencja. Znali jej wcześniejsze położenie i z pewnością odkryli już uszkodzonego robota. Za jakiś czas do lasu wyruszy grupa poszukiwawcza. Istota miała ochotę wyskoczyć z ukrycia i dać znać, że jest właśnie tu, ale obawiała się Obcego, a on z tego, co zauważyła, obawiał się ich. Wycofawszy się w ukrycie, obserwował przelatującego drona, jednocześnie majstrując coś przy urządzeniu na lewym ramieniu. Po chwili jego twarz rozświetliła intensywna, czerwona poświata padająca z urządzenia, a nad ich głowy powrócił dron. Istota spróbowała spojrzeć w górę, ale widok przesłaniały jej liście, pod którymi się ukrywała. Dron odleciał, a wraz z nim zniknął Obcy. Istota poczuła, że wpada w panikę, przedtem chociaż wiedziała, gdzie on jest i co robi. Teraz mógł być wszędzie. A może dron go wystraszył i odszedł? Nie. Nie mogła ryzykować, postanowiła zaczekać pomimo tego, że pozycja była bardzo niewygodna. Obserwowanie ograniczonego pola, w którym jedynym odznaczającym się obiektem był skafander i nasłuchiwanie było na tyle nudnym zajęciem, że istota w końcu przymknęła oczy i zasnęła.
Obudziła się, gdy słońce było już nisko, a las zaczął się wypełniać długimi cieniami i pomarańczową barwą światła. Skafander zniknął. To było jak cios, bo albo zabrał go Obcy – co mogło oznaczać, że wciąż jest w pobliżu – albo zrobiła to ekipa ratunkowa, a ona przespała ich nadejście i znowu została sama. Postanowiła opuścić kryjówkę, pozostawanie w niej dłużej nie miało sensu, ekipa, jeśli tu była, to już nie wróci.
Zaczęła się zastanawiać, skąd przyszła? Drzewa i krzewy wyglądały podobnie, nie miała pojęcia, w którą stronę powinna iść. To robot miał GPS i zainstalowaną mapę topograficzną terenu, prowadził ją zawsze do celu i z powrotem. Ruszyła przed siebie, nie mogła być przecież daleko od kolonii.
Nocą las ożywał dźwiękami, których wcześniej nie słyszała, niektóre były straszne, inne wręcz przyjemne dla ucha. Wycieńczona istota postanowiła odpocząć, poruszanie się po tym terenie nie było łatwe bez robota, który dosłownie wycinał drogę w gąszczu, przedzieranie się przez krzaki stanowiło nie lada wyzwanie. Zmęczona wpełzła pod drzewo i, zwinąwszy się w kłębek na suchych, opadłych liściach przypominających igły, w ciszy czekała na sen. Nie myślała o dniu jutrzejszym, nie planowała, wierzyła, że przetrwa i szczęśliwie wróci do domu.

Wato, ukrywszy się w koronie drzewa, postanowił jeszcze chwilę zaczekać. Dron zatoczył koło nad miejscem, w którym się znajdował. Łowca podejrzewał, że operator maszyny dostrzegł biały skafander, być może miał nadzieję, że znalazł zaginionego towarzysza. Po chwili maszyna odleciała w kierunku, z którego przybyła.
Kontrolki na ekranie mini komputera wskazywały gotowość, ładunek, którym Wato unieruchomił robota bojowego, na szczęście nie uszkodził obwodów jego własnego komputera. Łowca postanowił nie marnować czasu na uganianie się za nieporadną istotą i, odczekawszy chwilę, ruszył do miejsca, w którym stoczył swoją pierwszą walkę na tej planecie. Spodziewał się, że za jakiś czas pojawią się tu ciekawsze cele, i nie mylił się. 
Prowadzona przez bojowego robota trzy osobowa grupa zjawiła się jakiś czas po tym, gdy on, zapoznawszy się z terenem, usadowił się na drzewie i czekał. Istoty różniły się między sobą wzrostem, tyle był w stanie stwierdzić i, podobnie jak pierwszy napotykamy osobnik, istoty te pokładały wielkie zaufanie w prowadzącej je maszynie. Łowca nie zamierzał czekać, aż zostanie wykryty, gdy tylko istoty zajęły się oględzinami unieruchomionego wcześniej robota, Wato cisnął kolejną minę wprost na stalowy korpus robota i jak poprzednio bojowa maszyna padła porażona. Istoty poderwały się z klęczek na równe nogi i, mierząc z karabinów w krzaki, próbowały odnaleźć tego, kto je zaatakował. Łowca ukryty za kamuflażem przyglądał się ich reakcji. Z pewnością byli zdezorientowani, ale nieprzerażeni. Wato zeskoczył z konara i, otwarłszy podwójne ostrza, ruszył ku grupie. Niewidzialny dla pozbawionych specjalistycznych gogli oczu zaatakował najbliżej stojącą istotę i, przebiwszy jej pierś, pociągnął unieruchomione ciało w głąb lasu. Zaskoczeni towarzysze w pierwszej chwili nie oddali ani jednego strzału, dopiero po czasie rozległy się dźwięki odbijające się echem po lesie.
Odciągnąwszy charczącą ofiarę na bezpieczną – jak mu się zdawało – odległość, Yautjańczyk wyszarpnął ostrza z jej piersi i począł z zaciekawieniem przyglądać się wyrazowi przerażenia na jej twarzy. W ocenie Wato upolowana istota była paskudna z gęby, choć wykazywała zaskakujące podobieństwo do niego samego. Głowę istoty pokrywało futro, czoło miała niskie i gładkie, a spod łuków brwiowych spoglądały na łowcę oczy o ciemnych tęczówkach. Wato przykucnął obok ofiary, chciał lepiej jej się przyjrzeć, interesowały go zwłaszcza zęby, bo świadczyły o sposobie odżywiania się. Ostrzem noża odchylił górną wargę i w ostatniej chwili sparował cios wymierzony prosto w swoją szyję. Pochwyciwszy uzbrojoną rękę swojej ofiary, przydusił ją, a potem przybił do ziemi własnym długim nożem. Ofiara zawyła z bólu i, pochwyciwszy za rękojeść yautjańskiego noża, spróbowała wyszarpnąć go z rany. Wato podniósł upuszczoną broń istoty i ze stoickim spokojem przygwoździł jej drugą rękę. Unieruchomiwszy ofiarę, wprawnie rozdał porywające jej pierś odzienie. Uderzyło go to, jak bardzo byli podobni. Skanowanie pokazało, że nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrzne układy organów, kości i mięśnie były prawie identyczne, choć różniły się rozmiarem. Po skanowaniu Łowca doszedł do wniosku, że upolował męskiego przedstawiciela tego dziwnego gatunku. Zaczął się nawet zastanawiać, czy Sola celowo obrała ich za cel, by zagrać na jego uczuciach. Może chciała zobaczyć, czy będzie w stanie zabijać ich bez skrupułów? Tylko że on stracił motywację już jakiś czas temu, a brak udział w wyprawach tylko po to, by wyrwać się ze statku. Po co gromadzić trofea, gdy nie ma ich kto podziwiać? Gdy chwała zamieniła się w przekleństwo? Może obserwuje go teraz kamerami termowizyjnymi i jest z siebie zadowolona. Widzi, że on się waha, że nie działa tak szybko jak zawsze.
Oddech ofiary był płytki i urywany, co róż przerywał go kaszel, płuca mężczyzny wypełniała krew, topił się. Wato porzucił go, stracił ochotę do walki, ogarnęła go złość na Solę i jej psychologiczne gierki.

Wrócił do miejsca, w którym ukrywała się pierwsza napotkana istota, uruchomiony komputer ułatwił namierzenie jej w miejscu, w którym podejrzewał, że się ukryła. By jej nie zbudzić, Wato wykonał tylko skanowanie, istota różniła się od tej upolowanej budową, wzrostem, wagą i płcią. Nie była też tak uzbrojona jak tamci i nie stanowiła dla niego zagrożenia. Postanowił poczekać, aż się zbudzi, a potem podążyć za nią w niewielkiej odległości. 

2 komentarze:

  1. Super!czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.:)

    OdpowiedzUsuń