Barbara nie zrozumiała ani jednego słowa i nie
miała pojęcia, o czym toczyła się dyskusja pomiędzy Obcym a istotą z drugiej
strony. Kobieta bez słowa weszła do sterowni i, patrząc prosto w niepokojąco
zielone oczy Obcego, oświadczyła:
–
Wiem, że mnie rozumiesz. Chcę stąd wyjść.
Wato milczał, domyślał się, czego może chcieć,
ale nie mógł jej teraz wypuścić. W zasadzie kobieta nie miała już do czego
wracać, większość mieszkańców kolonii nie żyła, a ci, którzy przeżyli jego atak,
jeszcze długo się nie otrząsną. Z pewnością również ona doznałaby szoku, a tego
nie chciał. Zignorował więc jej żądanie, układając się do snu.
Wato nigdy nie śnił, już od dawna jego umysł
zdawał się być w tej kwestii wyłączony, jakby w jego życiu nie było niczego, co
należałoby poddać analizie i utrwaleniu. Tym razem jednak było inaczej, z
głębokiej pamięci jego mózg wydobył wspomnienia, które – z racji samotności i
braku nadziei na zmianę tego stanu – zostały wyparte, ukryte, zapomniane. Wato
śnił o swojej yautjańskiej wybrance i o ich ostatnim zbliżeniu. Sen przeplatał
się z bodźcami docierającymi do czuwającej półkuli mózgu i tworzył niespokojną
mieszankę pożądania i agresji. Yautjańczyk śnił o jej żółtych oczach, gdy
ukradkiem zerkała na niego; o idealnie prostej linii kręgosłupa, która niczym
ścieżka prowadziła wzdłuż jej ciała; śnił o skórze pokrytej nakrapianym wzorem,
w którym tylko on potrafił dopatrzeć się gwiezdnych konstelacji i o napinających
się pod nią mięśniach, gdy czuła jego dotyk. Śnił o zapachu i smaku jej ciała i
o bólu, gdy wbijała paznokcie w jego skórę; śnił o przeplatających się
oddechach, chaosie, pośpiechu, o oczekiwaniu, niecierpliwości i złości.
Alarm wyrwał go z sennych majaków. Wato nie do
końca rozbudzany, wciąż tkwiący w marzeniach sennych, nie od razu rozpoznał
jego przyczynę. Oszołomiony hałasem i pobudzony snem poderwał się z miejsca i
obalił na podłogę pochylającą się nad nim kobietę.
Barbara nie zdarzyła uskoczyć, ciężkie ciało Obcego
przygniotło ją i wypchało z jej płuc powietrze, uniemożliwiając jednocześnie zaczerpnięcie
nowego tchu. Kobieta wiła się, usiłując odzyskać wolność, alarm wył, a Obcy – jakby
nie dostrzegając, z kim ma fizyczny kontakt – wtulił twarz w jej szyję.
Nagły wstrząs przywrócił mu świadomość miejsca,
czasu i towarzystwa ludzkiej kobiety. Przez krótką chwilę przyglądał się jej
przerażonej twarzy, nie rozumiejąc, dlaczego znajdują się w tak nie stosownym
położeniu? Ciągle wyjący alarm w końcu zwrócił jego uwagę, a kolejny wstrząs
poruszył promem. Wato doskoczył do kokpitu i uruchomił zewnętrzne kamery,
omiótłszy nimi teren wokół i na skraju płaskowyżu, w sporej odległości dostrzegł
jakiś ruch – zoom ukazał dwoje ludzi i uszkodzonego robota bojowego, który
ledwo trzymał się na trzech nogach.
Kobieta zajrzała mu przez ramię.
–
To ludzie z kolonii! – krzyknęła z radością w głosie.
Zaraz potem w ich kierunku pomknął kolejny
pocisk RPG, a statek zatrząsł się od uderzenia. Wato opuścił mostek, musiał „sprawę
ludzką” rozwiązać definitywnie. Nie spodziewał się, że tak szybko otrząsną się
po jego ataku. Udało im się nawet uruchomić uszkodzoną przez niego maszynę.
Prawdopodobnie to ona śledziła go i doszła za nim aż tutaj, a potem sprowadziła
tę dwójkę.
Grodzie automatycznie oddzieliły uszkodzony
sektor, Wato wyłączył system bezpieczeństwa i przeszedł na tył statku. Wewnątrz
brak było oznak uszkodzeń, lecz Łowca obawiał się, że poszycie zostało mocno
nadwyrężone. Kolejny wstrząs przekrzywił prom na jedną stronę. Wato bez
zastanowienia sięgnął po spore działko ręczne i skierował się do wyjścia.
Barbara zastąpiła mu drogę.
–
Proszę, nie – powiedziała, zerkając na trzymaną przez Obcego broń. – To tylko
nieporozumienie. Proszę, pozwól mi wyjść, porozmawiam z nimi, wyjaśnię.
Odepchnął
ją lekko, ale stanowczo. Pochwyciła go za ramię.
–
Proszę – powtórzyła. – Oni nie wiedzą, że żyję. Myślą pewnie, że coś mi
zrobiłeś, że jesteś dla nich zagrożeniem.
Wato
nie zamierzał z nią dyskutować, ani słuchać jej próśb. Jednym celnym uderzeniem
ogłuszył kobietę i zostawił ją nieprzytomną na podłodze, po czym wyszedł na
zewnątrz.
Gdy się ocknęła, drzwi ładowni były otwarte, a
na statku panowała cisza taka jak wtedy, gdy była tu sama. Z zewnątrz docierały
dźwięki przyrody. Barbara podniosła się z zimniej podłogi, w miejscu uderzenia
miała sporego guza. Dotknęła go i skrzywiła się z bólu.
–
Przegiąłeś, sukinsynu – powiedziała na głos, wstając.
Opuściła
statek z myślą, że to może być jej jedyna szansa na ucieczkę. Obcy udowodnił
swoim zachowaniem, że nie jest zbyt przyjaźnie nastawiony. Skoro rozumiał, co
do niego mówiła i wiedział, że nie zgadza się na przetrzymywanie, a mimo to jej
nie uwolnił, to na pewno nie przybył tu w celach pokojowych. Może szukał niewolników?
A może po prostu źle zaczęli? Jednego była pewna – Obcy był bardzo zaborczy i
wisiał jej przysługę.
–
Co za dupek – szepnęła, rozglądając się wokół. Jej uwagę przykuło spalone
miejsce w pewnej odległości od statku, nawet z tak daleka Barbara wyczuwa
dochodzący stamtąd słodkawy swąd. Podchodząc bliżej, z każdym krokiem czuła
narastające: strach i przeczucie, że wcale nie chce wiedzieć, co tam spłonęło?
Ciekawość była jednak silniejsza od strachu.
Barbarze
wydawało się, że śni, że to nie jest możliwe.
Pośrodku wypalonego kręgu tkwili: maszyna
bojowa i człowiek – niczym figury w muzeum zastygłe w pozach nadanych im przez
rzeźbiarza. Maszyna przycupnęła z przodu, udzielając ramieniem podparcia dla
działka RPG, z którego strzelał usadowiony za nią człowiek. Wyglądali tak
irracjonalnie. Musieli spłonął w ułamku sekundy, chociaż Barbara nie była pewna,
czy faktycznie spłonęli. Może w ludzkim słowniku nie było wyrazu, który mógłby
opisać to, co się z nimi stało. Może nie znali nawet procesu, któremu ta dwójka
została poddana? Jaka siła sprawiła, że wciąż trwali w swoich pozycjach pokryci
jedynie czarnym nalotem? Człowiek wyglądał jakby z jego ciała ulotniła się cała
woda, był trochę zasuszony.
Obeszła wypalony krąg, obok stała jeszcze
skrzynka pełna pocisków.
–
A tak… – szepnęła kobieta – było ich dwoje. – Rozejrzała się, drugiego ciała
nigdzie nie było. Może zdołała uciec? Ale w takim razie, gdzie był Obcy? I dlaczego
zostawił otwarte wejście do statku? Musiała szybko wrócić do kolonii i ich
ostrzec. Wiedziała, w którą stronę się kierować. Zaczęła schodzić w dół
zbocza.
Idąc
przez las, co pewien czas natrafiała na wypalone kręgi. Rośliny, które spotkał
ten los przypominały wypalonego człowieka, były równie czarne i twarde.
Barbarę
zastanawiał fakt, że kręgów było sporo i że w żadnym z nich nie natrafia na
ludzkie szczątki. Czyżby Obcy był aż tak złym strzelcem? Niemożliwe. Nie z taką
technologią. Więc czemu?
–
Boże... Jego to bawi – powiedziała, podchodząc do kolejnego kręgu. To odkrycie
nie przyniosło jej ulgi. Przeciwnie, sprawiło, że zaczęła bać się jeszcze
bardziej. Kto wie jakie okropności planował dla niej?
Postanowiła
nie zwlekać dłużej i zaczęła biec. Musiała dotrzeć do kolonii przed nim. Może
była jeszcze szansa? Może nie ma dużej przewagi? Może ich dogoni? Może nawet
uda jej się uratować tego człowieka, przecież Obcy nie był bezmyślną bestią,
czuł jak oni, a przez chwilę odniosła wrażenie, że jest nią zafascynowany – wtedy,
gdy podała mu dłoń.
Biegnąc, rozmyślała intensywnie nad wszystkim,
co ją spotkało. Nagle potknęła się o korzeń wystający z ziemi i runęła wprost
na parzące rośliny, które płożyły się u podstawy drzewa, żyjąc z nim w
symbiozie. Drobne igiełki wbiły się w nieosłoniętą skórę dłoni, wywołując piekący
ból i reakcję alergiczną. Kobieta znała tę roślinę i wiedziała, że za chwilę
poczuje się źle. Przeszła jeszcze kilkanaście kroków, nim pojawiły się zawroty
głowy i mdłości. Wiedziała, że nie dotrze do kolonii o własnych siłach i ganiła
się w myślach za pośpiech i nieostrożność. Nagle poczuła, że unosi się w
powietrzu, a cały las obraca się wokół. Nie, to nie las się obracał, lecz ona.
Działo się z nią coś dziwnego. Nie czuła już pieczenia w miejscach, w które
wbiły się pokryte toksycznym sokiem igły. Nie czuła bólu stóp i ssania głosu,
które jej towarzyszyły. Świat przesuwał się wokół, a jej chciało się już tylko spać.
Zamknęła oczy.
– Nie śpij – powiedział Łowca w swoim języku,
potrząsając bezpłatnym ciałem niesionej kobiety. Ślady na ziemi wyraźnie
pokazywały miejsce, w którym upadła. Komputer odznaczył rosnącą tam roślinę
kolorem pomarańczowym, co wskazywało, że jest wysoce toksyczna. Wato ominął
niebezpieczne miejsce i zatrzymał się kawałek dalej, po czym ułożył Barbarę na
ziemi.
–
Nie śpij – powiedział znowu, lekko klepiąc ją po twarzy, ale jedynym skutkiem,
jaki osiągnął, było wymamrotanie kilku niezrozumiałych słów, których nawet
komputer nie potrafił odszyfrować.
Wato
podjął decyzję. Ryzykował, ale nie widział innego sposobu – zabije ją lub
uratuje, a w obecnym stanie kobieta i tak nie miała wyboru. Surowica poliwalentna
przystosowana była do jego potrzeb i zakres jej działania w ciele Barbary nie
był znany, mogła wyrządzić znaczne szkody. Wato był gotów zaakceptować porażkę.
Po
aplikacji w napięciu czekał na reakcję organizmu kobiety – na zapaść lub inne
objawy świadczące o zbliżającym się końcu. Nic takiego nie nastąpiło. Oddychała
miarowo i spokojnie. Wato wyłączył komputer i zdjął maskę, nie miał pewności,
że Sola nie przemyciła do niego kawałka swojej osobowości i że nie obserwuje go
przez kamery sprzętu. Potrzebował prywatności, chwili tylko dla siebie i nie
chciał zdradzać przed osobowością statku, że jego zainteresowanie istotą leżącą
w tej chwili na trawie jest podyktowane czymś się więcej, niż tylko czystą
ciekawością. Przekonał się już na promie, że jego ciało postrzegało tę kobietę
inaczej, niż podpowiadał zdrowy rozsądek i inaczej, niż sam by sobie tego
życzył. Oczy dostarczały mózgowi obrazu i tyko ten jeden bodziec uruchomił
tłumioną potrzebę prokreacji.
Wato, zafascynowany i przerażony jednocześnie
własnymi odczuciami, pochylił się nad kobietą, studiując uważnie jej twarz,
włosy oraz szyję widoczną przez rozpięty kołnierz bluzy. Kobieta miała jasne włosy,
których kolor kojarzył się Łowcy z zeschłą trawą, dotknął ich by sprawdzić, czy
połamią się równie łatwo jak ona i stwierdził, że są miękkie i gładkie –
prześlizgiwały się między palcami, delikatnie łaskocząc wrażliwą na dotyk
skórę. Ta wrażliwość nie była cechą, z która przyszedł na świat, lecz efektem
zmian zainicjonowanych przez Solę. Wato po przebudzeniu nie miał czasu oswoić
się z tymi zmianami, więc każdy taki dotykowy bodziec był dla niego
zaskoczeniem.
Pomimo
przyjemnego dreszczu podniecenia związanego z bliskością istoty tak podobnej do
niego twarz Barbary wydawała mu się brzydka, oszpecona nozdrzami umieszczonymi
w wystającej poza obręb twarzy kości. Mięsiste usta już wcześniej zwróciły jego
uwagę, były ruchliwe, gdy kobieta mówiła przybierały różnie kształty, zmieniały
też kolor podobnie jak skóra na jej twarzy – wcześniej zaczerwienione, teraz
były bladosine.
Wzrok
Wato przesuwał się po interesujących go punktach na ciele Barbary; od ust
poprzez szyję, uszy, a w końcu piersi – dwie, dziwne, wypełnione tkanką
tłuszczową kule.
Jego
dłoń zawisła nad zamkiem bluzy, korciło go, by zobaczyć więcej.
Zmarszczył
brwi. Nie to nie byłoby właściwe. Wycofał się. Usiadł pod drzewem i przymknął
powieki, wsłuchując się w odgłosy lasu.
Oj zawsze urwiesz w najciekawszym momencie:) czekam co dalej.
OdpowiedzUsuńOj zawsze urwiesz w najciekawszym momencie:) czekam co dalej.
OdpowiedzUsuńPo części celowo ;)
OdpowiedzUsuńOj zlituj się,to już 5 tyg.!!co dalej?
OdpowiedzUsuńBoże, ten czas tak szybko leci, że nie miałam świadomości, iż tak się ociągam.
OdpowiedzUsuń43 year old Research Assistant II Wallie Chewter, hailing from Gimli enjoys watching movies like "Snows of Kilimanjaro, The (Neiges du Kilimandjaro, Les)" and Photography. Took a trip to Coffee Cultural Landscape of Colombia and drives a Ferrari 250 GT SWB Speciale Aerodinamica. odkryj to
OdpowiedzUsuń