Przepraszam, że tyle to trwało, ale mam ograniczony dostęp do komputera, a ograniczają mi go moje pociechy. Życzę przyjemnej lektury. Pozdrawiam.
*
Wato, opuściwszy windę, podążył prosto
na mostek, jakby zapomniał, że na czarnym okręcie nie jest sam. Co prawda
słyszał za sobą szybkie kroki kobiety, ale w tej chwili jego umysł zaprzątała
myśl o tym, że musi sprawdzić systemy statku – nie był pewien, czy wciąż
działają. Sola nigdy nie informowała go, na jak długo poddawała jego ciało
hibernacji.
Wato
miał nadzieję, że akumulatory niezbędne do rozruchu systemów wciąż posiadają
tyle energii, by zainicjować anihilację w redaktorze.
Jego dłonie spoczęły na gładkim i
zimnym panelu sterującym. Gdy tylko system czuły na przepływające pomiędzy
palcami pilota a blatem panelu wyładowania elektrostatyczne odnotował kontakt,
pulpit podświetlił się delikatnym, bladym światłem. Pomimo upływu czasu systemy
były sprawne. Wato zarządził testy, minie chwila nim system je przeprowadzi,
zbierze dane i sporządzi raport.
Odwróciwszy się w fotelu, spojrzał na
Barbarę. Kobieta przyglądała mu się w milczeniu. Gdy do niej podszedł,
wyciągnęła rękę, jakby chciała stworzyć między nimi niewidzialna barierę. Drugą
dłonią dociskała do twarzy maskę tlenową. Obcy nie cofnął się, niezrażony tym
gestem podszedł bliżej, jego palce dotknęły syntetycznej powłoki maski i skóry
na policzku Barbary. Robiąc to, spoglądał jej w oczy, jakby chciał w ten sposób
wyrazić oczywistą prawdę, że nie zamierza jej skrzywdzić. Pozwoliła mu zdjąć
ustnik, jednak przez chwilę wstrzymała oddech. Wato pokręcił głową, po raz
kolejny okazując swoją dezaprobatę dla jej braku zaufania, po czym wrócił na
miejsce pilota.
Komputer wskazywał jednoprocentowy
postęp. To potrwa dłużej niż
przypuszczał.
Barbara
przysunęła się bliżej, kokpit czarnego okrętu nie był przerażająco obcy, jak można
by się było tego spodziewać. Przypominał nawet w pewnym stopniu wytwór ludzkich
rąk. Kobieta wodziła wzrokiem po podświetlonym panelu, próbując rozszyfrować,
do czego służą poszczególne sekcje, ale piktogramy, które zastosowali
budowniczowie statku, były zupełnie abstrakcyjne. Poczuła nagle, że jest
obserwowana, Wato odchyliwszy się w fotelu, spoglądał na nią, ale jego
spojrzenie było jakieś puste, nieskoncentrowane na jej osobie – jak gdyby Obcy
obserwował coś, co było poza Barbarą.
– Boisz się mnie? – zapytał, a moduł
translacyjny wbudowany w kombinezon przetłumaczył jego słowa na zrozumiały dla
Barbary język. Kobieta nie odpowiedziała od razu, szczerze mówić, spodziewała
się, że Obcy zna angielski, język, którym posługiwali się wszyscy koloniści.
Syntetyczny głos nie brzmiał naturalnie, a mowa, której używał Wato, brzmiała
tak obco i odmiennie, że aż odpychająco.
–
Nie – odrzekła, spuszczając wzrok z twarzy Obcego na jego szeroką pierś, ten
widok był znacznie przyjemniejszy i taki… ludzki. Przypomniała sobie chwile
spędzone obok kapsuły, w której znajdowało się jego nagie, uśpione ciało. – Tak
– odparła szybko, starając się ukryć i stłumić ogarniające ją podniecenie. Wato
wstał, Barbara natychmiast wycofała się na środek pomieszczenia. – Bo jestem
inny? – przysunął się bliżej, minął kobietę, ocierając ramieniem o jej ramię i
stanął tuż za nią. Przez umysł Barbary przemknęła myśl, że ich ciała oddziela
tylko cienka materia kombinezonów. Zamknęła oczy. – Czy Sola nas widzi i
słyszy? – spytała, starając się przypomnieć sobie to, o co chciała go zapytać.
– Nie – szepnął.
–
Wrócę do kolonii? – Głos Barbary załamał się, wszelkie tłumione emocje
zaczynały brać górę nad rozsądkiem. To się musiało skończyć, najlepiej tu i
teraz.
–
Nie.
Nawet
nie udawał, że jej współczuje, że to pytanie go zaskoczyło, że odpowiedź może
być inna niż…– Nie? Dlaczego „nie”?
Kobieta
poczuła, jak po tych słowach uchodzi z niej cała energia, łudziła się, że jej pobyt
tutaj jest tylko chwilowy. Że Sola kłamie, a Wato jest taki jak ona. Odwróciła
się i przytuliła do niego, obejmując Obcego w pasie. Pozwolił jej na to i nawet
sam lekko się pochylił. Wszystko stało się nieważne. Przyszłości nie miała,
przeszłość była blaknącym wspomnieniem, a teraźniejszość okazała się
pragnieniem, które mogła zaspokoić. Kto powie, że zrobiła źle? Kto ją osądzi?
Nikt. Tylko ona sama może być sobie sędzią i katem.
Przysunęła dłoń wzdłuż linii
kręgosłupa Wato, wiedziała już, że ten gest sprawi, iż inteligentna tkanina
rozstąpi się jak zamek błyskawiczny. Wysunęła pod nią palce, wybijając krótkie
paznokcie w ciepłą skórę Obcego. Wato syknął, prostując się, i nim kołnierz
jego skafandra znalazł się po za zasięgiem Barbary, kobieta chwyciła rozpięte
brzegi i pociągnęła mocno, jakby obdzierała Obcego ze skóry. Dokładnie takiego
widoku się spodziewała, nic się nie zmieniło, może poza wyrazem twarzy Wato,
która po tak długim czasie nie wydawała się już Barbarze straszna, ale na swój
sposób ładna. Podeszła bliżej, chcąc znowu się przytulić, ale on odsunął się.
Spojrzała na niego z wyrzutem i spostrzegła, że Obcy oddycha znacznie szybciej
niż normalnie, nie była, więc mu obojętna.
– Chciałam się tyko przytulić – wyjaśniła, przyglądając się, jak Wato
obwiązuje zwisające do tej pory rękawy skafandra wokół pasa, jakby się bał, że
ubranie zsunie mu się z bioder.
–
Rozumiem – odpowiedział, usiłując wyrównać oddech i uspokoić myśli. Do tej pory
nie miał problemu z samokontrolą, nie potrzebnie dał się ponieść chwili.
Barbara odetchnęła głęboko.
–
Sola powiedziała, że jestem tu dlatego, że ty tego chciałeś. Czy to prawda? – zapytała,
odszedłszy na bok.
–
Tak.
–
Dlaczego?
–
Umierałaś.
Odwróciła się, patrzył na nią, więc
chyba nie kłamał.
–
Nie pamiętam – powiedziała, stając przed nim i patrząc na niego z góry. Znowu
siedział w fotelu pilota. – Gdzie się spotkaliśmy?
–
Na planecie, na której mieliście kolonię.
–
Dlaczego umierałam?
–
Postrzeliłaś się w głowę.
–
Postrzeliłam się? - powtórzyła Barbara, nie dowierzając słowom, które Obcy
wypowiedział tak, jakby informował ją, że jest ładny dzień i świeci słońce. –
Dlaczego miałabym to zrobić? Nigdy nie chciałam popełnić samobójstwa?
Milczał, obserwując ja tylko.
–
Więc zabrałeś mnie tutaj, by uratować mi życie?
–
Nie.
–
Nie?! Więc po co tu jestem? Odpowiedz… dlaczego milczysz? A to wszystko…? – Wskazała
na otaczający ich statek. – Po co to? Czemu to ma służyć? Kto zbudował Solę i w
jakim celu? Nie należysz do pierwotnej załogi statku, prawda?
–
Nie, nie należę.
Znowu ten ton, jakby rozmawiali o
rzeczach błahych. Jakby to wszystko nie było ważne, jakby pogodził się ze swoim
losem, ale ona pogodzić się nie chciała.
–
Kim byli? – nie dawała za wygraną.
–
Jakie to ma znaczenie?
Zatkało ją.
–
Jakie to ma znaczenie? – powtórzyła. – Być może nie ma, ale ta wiedza może
pomogłaby nam się stąd wydostać. Może dało by się przeprogramować Solę, tak by
zawiozła nas na jakąś planetę, najlepiej…
–
Na twoją?
–
Tak, Ziemia to dobre miejsce.
Wato
odchylił się w fotelu do tylu i,
wsparłszy głowę, przymknął oczy. Barbara spostrzegła, że jego oddech wyrównał
się.
–
Ja nie mogę tak żyć – powiedziała. – Oszaleję tu, należę do gatunku
społecznego, nie mogę spędzić życia samotnie zamknięta w czterech ścianach.
–
Przywykniesz.
–
Nie, nie przywyknę. Prędzej się zabiję, ale tym razem skutecznie!
Wato błyskawicznie poderwał się z
miejsca i, oparłszy dłonie na kokpicie, o który wspierała się Barbara, pochylił
się nad nią, blokując jej drogę ucieczki. Przestraszyła się tą gwałtowną reakcją Obcego.
–
Naprawdę chcesz odejść? – zapytał, wpatrując się w jej przerażoną twarz.
–
Możesz iść ze mną, to miejsce jest złe – odparła, czując, że znowu wraca do
niej ten dziwny nastrój podniecenia pomieszanego ze strachem. Wato przymknął
powieki i oparł czoło o ramię Barbary. Ciepły oddech owiewał szyję kobiety,
delikatnie łaskocząc wrażliwe miejsce. Objęła go ponownie, wsuwając palce pod
grube, ciepłe, wężopodobne włosy. Odwzajemnił uścisk trochę zbyt mocno i wtedy uzmysłowiła
sobie, jak bardzo jej tego brakowało. Nie była typem samotnika, zawsze garnela
się do innych ludzi, lubiła fizyczny kontakt i przyjemność, którą z niego
czerpała. Przesunęła dłonie w dół pleców Wato, potem na brzuch i ku górze delektując
się każdym wyczuwalny pod skórą mięśniem. Miała sporo czasu, by mu się przyjrzeć,
gdy spał, znała subtelne różnice w odcieniu i fakturze skóry, które mogła teraz
dotknąć.
Gwałtowny wstrząs zachwiał równowagą obojga.
Wato przytrzymał Barbarę, ratując ją przed upadkiem, gdy podłoga pod ich
stopami niebezpiecznie się przechyliła. Statek zadrżał i wydał z siebie cichy
pomruk. Oświetlenie okrętu zmieniło się z łagodnego ciepłego blasku na
intensywne białe pasy, które, zdawało się, że biorą początek za kokpitem i, przemierzając ściany, nikną gdzieś na rufie. Obcy szybkim ruchem dłoni wcisnął
kilka znaków na kokpicie i przesłona zewnętrzna przedniego wizjera uniosła się.
Po drugiej stronie dostrzegli wnętrze hangaru przechylone pod kątem trzydziestu
stopni. Zakotwiczone promy nie zmieniły swoich pozycji, jednak widok był
niesamowity.
– Co się dzieje? – spytała Barbara,
trzymając się ramienia Wato. Obcy śledził wykresy i znaki pojawiające się na
kokpicie.
–
Statek obraca się wzdłuż poziomej osi – odparł, zaciskając powieki. – Sola nie
odpowiada. – Możesz się z nią komunikować w myślach?
–
Tak, poprzez implanty, ale nie… – Zamilkł, przez chwilę stał, nic nie mówiąc i
nie poruszając się, po czym raportowanie usadził kobietę w fotelu i sam zajął
miejsce obok. – Mój statek zredukuje przeciążenie do znośnego dla ciebie
maksimum, ale to i tak będzie bolesne.
Kobieta spojrzała na niego ze strachem
w oczach, nie rozumiała, co się dzieje.
–
Sola musi wykonać unik – wyjaśnił.
Barbara poczuła, że wciska ją w fotel,
miała wyrażenie, że niewidzialna siła zaraz zmiażdży ją na papkę, uczucie to
trwało zaledwie chwilę i zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, jednak wrażenie
ociężałości pozostało.
–
Dlaczego to robi? – wysapała z trudem. – Chce nas zabić?
Wato gmerał przy ustawieniach.
–
Nie – odparł. - To starty okręt i nie wszystko działa tu tak, jak powinno,
czujniki dalekiego zaginięciu na prawej burcie wysiadły już jakiś czas temu.
Jesteśmy na kolizyjnej z grupą skał krążących wokół układu planetarnego, przy
którym się znajdujemy.
–
Dlaczego nie ostrzega nas wcześniej?
–
Próbowała, ale włączyłem zapory. Nie chciałem, by nam przeszkadzała.
–
Często tak robi?
–
Nie, ale czasami nie na wyjścia, musi przyspieszać.
–
Czy tak właśnie zginęła załoga statku?
–
Tyko część.
–
A reszta?
Nie odpowiedział, chyba wysłuchiwał
się w komunikaty Soli.
–
Nie unikniemy kolizji – oznajmił w końcu, wstając z fotela, by pozbierać leżące
na podłodze butle z tlenem. – Na wszelki wypadek – wyjaśnił, podając jedną
Barbarze. Kobieta przyjęła przedmiot.
Za przednim wizjerem coś rozbłysło,
przemierzając przestrzeń hangaru i wywołując dziwną, suchą eksplozję promu, w
który uderzyło. W pomieszczeniu nie było tlenu, więc pożar nie mógł powstać,
oderwane kawałki poszycia promu poszybowały w kierunku otworu wlotowego,
zatykając go niezbyt szczelnie. Kolejny kawałek skały wielości pocisku
przerysował wizjer czarnego okrętu, zostawiając na nim szpecącą bruzdę. Wato
podniósł osłony i po dźwiękach dochodzących z zewnątrz, mogli się tylko
domyślać destrukcji, która odbywała się w hangarze. Czarny okręt zamknął ich w
bańce grawitacyjnej, sam przejmując kontrolę nad silnikami; co róż wykonywał
gwałtowny unik lub skok, gdyby nie ochrona bańki Wato i Barbara skończyliby
życie jako dwie krwawe masy mięśni i kości.
Bombardowanie chyba nie trwało zbyt
długo, jednak Barbara czuła się jak przemielona. Gdy Wato ponownie opuścił osłony i pozwolił jej
wstać z fotela, nogi się pod nią ubiegły. Okręt Wato unosił się na środku
gigantycznego hangaru, a podłoga, do której zakotwiczone były promy, znajdowała
się nad ich głowami.
– Możemy wyjść? - spytała niepewnie kobieta,
kładąc dłoń na ramieniu Obcego. Wato śledził wzrokiem odczyty, od czasu do
czasu zerkając przez wizjer.
– Hangar uległ dekompresji,
zamarzlibyśmy.
–
To co zrobimy?
Znowu
milczał, lecz po wyrazie twarzy, ściągniętych brwiach i przyspieszonym oddechu
Barbara domyśla się, że Obcy prowadzi niezbyt przyjemną rozmowę z Solą.
–
Wypuści nas na zewnątrz, podlecimy od nie uszkodzonej strony – wyjaśnił,
wstając, po to by założyć kombinezon.
–
To nasza szansa, możemy teraz uciec – szepnęła Barbara. Wato pokręcił głową.
–
Statek nie jest gotów na daleką podróż.
–
Ale powiedziałeś, że znajdujemy się w jakimś układzie.
–
Na jego peryferiach, ale tu nie ma planety, na której bylibyśmy w stanie
przeżyć. Poza tym daleko byśmy nie polecieli, Sola uszkodziłaby statek.
–
Jest do tego zdolna?
–
Jest zdolna do wszystkiego, a ty za bardzo się spieszysz.
Opuścili hangar przez wielkie wrota, Barbara
dostrzegła w nich liczne dziury i zaczęła się nawet zastanawiać, jak głęboko
kosmiczne skały spenetrowały okręt. Okrążali powoli kolosa, przyglądając się
zniszczeniom. Wato wskazał Barbarze miejsce na rufie, w której zionęła wielka
dziura, jego sztuczne oczy dostrzegły znacznie więcej. Z otworu w przestrzeń
międzyplanetarną uciekało coś białego.
– Czy to powietrze? – spytała kobieta,
usiłując, zajrzeć w głąb otworu. Obcy milczał, w myślach szukał kontaktu z Solą,
ale odległość, która ich dzieliła, była zbyt duża.
Oooo nareszcie :)i co dalej?
OdpowiedzUsuń